bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: wicked


Terrible Disease to w swojej kolekcji bankowo nie macie! Uruchomili się chyba gdzieś w 2010, działają w Stargardzie Szczecińskim, a znam ich stąd, że kolega ze studiów (tych dziwniejszych) łoi na gitarze i wyje w mikrofon też. Z wielką przyjemnością dowiedziałem się, że jest pierwszy produkt, a z jeszcze większą otrzymałem pliki i dokonałem odsłuchu. W sklepie tego nie kupicie, ale zapraszam do słuchania na profilu na soundcloudzie, a potem na profil facebookowy (
http://www.facebook.com/terribledisease
), gdzie są instrukcje jak przedsięwzięcie można wesprzeć finansowo na wypadek spodobania się, tudzież otrzymać fizyczną kopię albumu. Album na fejsbuku reklamuje kot, czyli że warto kupić. Wybaczcie Państwo niewymiarową grafikę – nie było nigdzie pliku kwadratowego, a taka właśnie przełamana piguła jest na okładce. Nie jestem aż tak pracowity, żeby znaleziony plik osobiście przerabiać na kwadrad. Przeżyjecie.

Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Terrible Disease
SONG: Wakawaka
ALBUM: Terrible Disease

YEAR: 2011


Ze względu na współczynnik zajebistości nie mieszczący się na żadnych standardowych wykresach, nie rozumiem zupełnie, jakim cudem ten zespół nie trafił jeszcze na bloga. Nie ma się co rozpisywać! Na dziś jeden z najlepszych utworów rockowych evar, wykonywany przez jeden z najlepszych zespołów rockowych evar, z albumu z superwybitną okładką. Takie kiedyś były intra do albumów, proszę państwa!!!

Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Led Zeppelin
SONG: Whole Lotta Love
ALBUM: II

YEAR: 1969



Po pierwsze – okładka. Po drugie – jeden kawałek na całej płycie. Po trzecie – muzyka. Krążek The Valley Path to prawie 40 minut genialnego grania. Jest to wyrób autorstwa zespołu z Marion z Północnej Karoliny - USX (lub inaczej U.S. Christmas). Na pewno jest to perełka na blogu. Krążek wydany został 31 maja 2011 roku.
Płytę można podzielić na części – pierwsza kończy się w okolicy 11 minuty. Druga zaczyna się w okolicy 14 minuty aż do 19 minuty (zdecydowanie najlepszy fragment). Chwilę przed 22 minutą jest początek trzeciej części (genialne gitary w 23:40). Wkrótce po 27 minucie przechodzimy do części czwartej. Od 34 minuty rozpoczyna się zakończenie płyty częścią piątą (chyba lepiej tej płyty zakończyć się nie dało – drugi najlepszy fragment The Valley Path).
Wybór od mjg.

BAND: USX
SONG: The Valley Path
ALBUM: The Valley Path

YEAR: 2011

Split the Atom to stosunkowo trudny album trójki działającej jako Noisia (dwóch Duńczyków i jeden Holender – na blogu pojawili się TU). Spora dawka dość dobrego drum and bass’u. Polecam z płyty kawałek Thursday, Stigma i Sun Hammer - nagrany został on z Amon Tobin (co już samo w sobie jest sporym plusem), który już na blogu kiedyś był (KLIK). Do tego też trochę gorszy Square (płyta miejscami zahacza o trip-hop – tak jak końcówka tego kawałka).
Co do Noisia, to ostatnio nawiązali współpracę (podobnie jak Skrillex) z KoRn’em (BLOG), uczestnicząc w nagraniu albumu Path to Totality.
Wybór od mjg.

BAND: Noisia
SONG: Thursday
ALBUM: Split the Atom

YEAR: 2010

Jestem gotów się założyć, że tej kapeli czytelnicy raczej nie znają. The Sonics założyli się w 1960, w Tacoma w stanie Washington i walnie przyczynili się do powstania sceny muzycznej Seattle, z której – przypominam – dużo później zrodziła się na przykład Nirvana, której z kolei nikomu przedstawiać nie trzeba. Panowie grają i dziś, choć po drodze była czterdziestoletnia (sic!) przerwa. Ale dziś rzut oka na pierwszą studyjną płytę: Here Are The Sonics z 1965. Składa się po części z coverów szlagierów ówczesnej muzyki rozrywkowej (Do You Love Me, Roll Over Bethoven, Walkin’ the Dog, Night Time Is the Right Time, Good Golly Miss Molly – jak widać oberwało się więcej niż jednemu gatunkowi), po części zaś z oryginalnych kompozycji zespołu (Boss Hoss, Psycho, Strychnine) wykonywanych dość brawurowo na one czasy. Szczerze przyznam, że cały krążek dostarcza wiele radochy, bo utwory są fajne, zagrywki dobre, a energia pierońska. Fajnie widać też stopniowe przesuwanie tematyczne muzyki: tematyka coverów jest standardowa, ale w utworach oryginalnych mamy już czarownice i spożycie strychniny dla celów rozrywkowych. Z dziesięć lat później mamy już The Misfits i ich horror punk. Anyway, warto posłuchać całości, ale oryginały więcej mówią o epoce niż covery. Youtube oferuje trochę odjechanych teledysków z megachoreografią, czy to oryginalnych, czy też tworzonych amatorsko przez fanów (dla leniwych dwa linki w notatce).
Selekcja gościnna by Goose.


BAND: The Sonics
SONG: The Witch
ALBUM: Here Come The Sonics
YEAR: 1965

W roku 2005 pojawiła się pierwsza część dwupłytowego Mezmerize/Hypnotize. Zdecydowany powrót formy System of a Down po mocno płaskim Steal This Album, choć wciąż tylko wspomnienie po Toxicity. Bardzo dobry singiel promo – B.Y.O.B. (Bring Your Own Bombs) oraz intro Soldier Side – Intro (którego druga część jest outro na Hypnotize). Sporym zaskoczeniem było dopuszczenie Daron’a Malakian’a do sporej części wokali. Wcześniej trzymał się tylko gitary, nie udzielając się zbytnio. Czy wyszło na lepiej? Jest to kwestia dyskusyjna. Fani śpiewu Serj’a Tankian’a uważają to za totalną porażkę. Ale pomijając ten fakt, co dobrego na Mezmerize znaleźć można poza wcześniej wspomnianymi? Polecam Revenga, Radio/Video oraz genialne Violent Pornography i Sad Statue.
Tak na koniec – prawdę powiedziawszy, do tej pory nie rozumiem czemu Mezmerize/Hypnotize nie mogło być wydane w formie podwójnego albumu, skoro nawet okładki są tak zaprojektowane, żeby dało się je złożyć w jedno opakowanie. O ile dobrze pamiętam, zespół w jednym z wywiadów twierdził, że „nie dało się inaczej”…
Wybór od mjg.


BAND: System of a Down
SONG: Violent Pornography
ALBUM: Mezmerize

YEAR: 2005


Spójrzmy prawdzie w oczy – skołowałem i przesłuchałem ten album Spark Is a Diamond tylko po to, żeby móc wrzucić na bloga ten kawałek. Nuta rewelacyjna, a dodatkowo postać Alison Bellavance… Grzywka, sukienka w groszki, różowe korale, z pod sweterka wystaje spory tatuaż i do tego dziewczyna growlem zapodaje. No, po prostu odlot, Kobieta-Rakieta normalnie! Na krążku najlepiej wpadający w ucho jest prezentowany dziś kawałek, ale wszystkie są w dechę i nóżka przytupuje. Ten sam zestaw charakterystycznie przesterowanej gitary, jeszcze charakterystyczniej przesterowanego wokalu i chwytliwych zagrywek perkusyjnych. Słuchać, co popadnie! Niestety po przesłuchaniu krążka przyszło mi do głowy, że ta stylistyka jest bardzo zabawna, ale bardzo jednolita i niecierpiąca odstępstw, co może łatwo poskutkować ślepym zaułkiem. Pogrzebałem, pogrzebałem i niestety okazało się, że się nie myliłem… Strona na myspace jest, ale już od dwóch lat chyba pojawiają się komentarze z serii „sorry you guys broke up”. A tak chciałem koncert… I blisko by mieli z Philadelphii. Ciekawostka: jak twierdzi youtube, teledysk do dzisiejszego utworu zmajstrował niejaki Adam Kobylarz.

P.S. Ostrzegam, że dzisiejszy utwór należy wg mojej klasyfikacji do kategorii tzw. „mózgojebów”, czyli że za każdym razem jak sobie o nim przypomnę/na niego się nadzieję, to mam kilka dni z głowy, a raczej kilka dni w głowie. Poważnie naraziłem się Pewnej Osobie, zaraziwszy nim Jej Faceta, którego prawie chciała przez to z domu wyścigać.

Selekcja gościnna by Goose.



BAND: Spark is a Diamond
SONG: Check Your Lease, You’re in Fuck City
ALBUM: Try This on for Size
YEAR: 2008


Polskie klimaty dub, drum and bass oraz indra (czy tam bhangra). Masala (czasem też jako Masala Soundsystem) to dość ciekawy projekt – kolektyw muzyczny. Na krążku Long Play z roku 2004 znajdziemy sporo różnych klimatów, np. Bombaj-Islamabad-Warszawa to dość standardowy dub, a Rangia to dość szybki drum and bass. Ex Oriente Lux brzmi nieco lounge’owo oraz nu jazz’owo, natomiast XXI wiek (który mi się nie podoba) nagrywany był z Kapelą ze wsi Warszawa i ma mocny wydźwięk etno (chórki) i bhangra (w tle).
Na pewno z płyty bardzo polecam kawałek promo – Od Tarnobrzegu po Bangladesz oraz drum and bass’owy Pendżab-Bułgaria-Polska.
Wybór od mjg.


BAND: Masala
SONG: Od Tarnobrzegu po Bangladesz
ALBUM: Long Play

YEAR: 2004

Pan Richard D. James w najlepszym wydaniu, czyli Aphex Twin na EP’ce o tytule Come to Daddy z kawałkiem Come to Daddy (Pappy Mix). Do tego kawałka jest jeden z najbardziej pokręconych teledysków w historii – piosenka zaczyna się po dość długim intro, od mniej-więcej 1:15.
Wybór od mjg.



BAND: Aphex Twin
SONG: Come to Daddy (Pappy Mix)
ALBUM: Come to Daddy

YEAR: 1997

Zespół Oomph! działa od roku 1989 i może się to komuś podobać lub nie, ale to oni byli pionierami Neue Deutsche Harte, czyli nurtu, z którego znany jest głównie Rammstein. To oni w roku 1994, na albumie Sperm poniekąd zdefiniowali nową stylistykę (mimo, że sam termin NDH pochodzi z Rammstein’owego debiutu Herzeleid z roku 1995).
Dzisiejszy krążek, Warheit oder Pflicht (niemiecki odpowiednik prawda czy wyzwanie, truth or dare), to zdecydowanie największy sukces zespołu. Wydany w roku 2004 zawierał takie hity jak Augen Auf! (dosłownie oznacza to „otwórz oczy”, choc znaczenie użyte w piosence to „gotowy albo nie, szukam” z zabawy w chowanego) oraz Sex hat keine Macht (sex has no power).
Warto zwrócic uwagę na teledysk do dzisiejszego kawałka, Sex hat keine Macht, który stylizowany jest na film Egzorcysta. Jednoczesnie trzeba podkreslic, iż wersja albumowa różni się od wersji z teledysku (niestety albumowa gorsza według mnie).
Wybór od mjg.


BAND: Oomph!
SONG: Sex hat keine Macht
ALBUM: Wahrheit oder Pflicht
YEAR: 2004

  • RSS