bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: rb

Debiutancki krążek Jazmine Sullivan pojawił się na rynku w 2008 roku i ogólnie zebrał przychylne komentarze. Bardzo fajna płyta. Wisi sobie gdzieś między R&B, popem a soulem i wpada od niechcenia w ucho. Rewolucji muzycznej tam może nie ma, ale wpadania jest na tyle. A najbardziej wpadliwe są – oprócz utworu na dziś - Lions, Tigers and Bears oraz Bust Your Windows, które jak Wam nie wpada, to ja Was nie rozumiem i nie będę z Wami chyba więcej słuchał muzyki, bo się pokłócimy. W tej trójcy maczał akurat paluchy wspominany przeze mnie wcześniej kilkukrotnie Salaam Remi. No powiedzcie, że gość nie ma nosa… Oprócz tego świetne są One Night Stand i Switch!. Najlepiej słuchać wszystkiego.

BAND: Jazmine Sullivan
SONG: Call Me guilty
ALBUM: Fearless
YEAR: 2008

Chasing Salaam Remi takes me waaaaay outside of my comfort zone… Na ten album trafiłem w ten sam sposób jak na Fergie. Przesłuchałem, w sumie nie boli, ale właściwie nie mam co napisać. Remi producentował przy dzisiejszym utworze oraz przy Hard Way. Warto się zatrzymać również przy Quickie i Girls Like You. My Piece ma bardzo ciekawy, modulowany podkład. Ale za okładkę albumu ktoś powinien dostać od Miguela w ryj.

BAND: Miguel
SONG: All I Want Is You
ALBUM: All I Want Is You
YEAR: 2010



Na dziś Joss Stone i jej debiutowy album złożony z coverów starych hitów (oraz jednego niestarego hitu). Najpiękniejszy utwór to moim zdaniem pierwsze The Chokin’ Kind, ale posłuchamy sobie małej ciekawostki. W linku wersja Joss, a tu oryginał. Co lepsze?
Selekcja gościnna by Goose.
BAND: Joss Stone
SONG: Fell in Love with a Boy
ALBUM: The Soul Sessions
YEAR: 2003


Betty White to pani, która nagrywa R&B od 1968 roku i robi to dobrze. W tym roku postanowiła nagrać pierwszy od 10 lat album, w towarzystwie głównie grupy The Roots, choć na krążku pojawiają sie również Snoop Dogg, Lil Wayne i Joss Stone. Składają się na to wszystko bardzo klasycznie aranżowane utwory soul i R&B. Spokojne, relaksujące słuchanko. Zdecydowanie można.

Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Betty White and The Roots
SONG: In the Middle of the Game (Don’t Change the Play)
ALBUM: Betty Wright: The Movie

YEAR: 2011


I znów kolejne zjawisko muzyczne, przed którym broniłem się rękami i nogami: Christina Aguilera. Przyznaję, Back to Basics wchłonąłem dość szybko i z przyjemnością, łącznie z retro-teledyskami. W oczywisty sposób retropołówka siadła mi nieporównywalnie lepiej niż ta druga. Ale oprócz tego Krystynie A. mówiłem zdecydowane „nie”. Za dużo negatywnych skojarzeń, żeby móc na spokojnie podejść. No, ale ostatnio, w ramach walki z własnymi uprzedzeniami… Padło na Stripped. W sumie zaskoczeń nie było. Że dziewczyna ma głos i umiejętności nigdy nie przeczyłem. Co prawda nieraz przytłacza mnie ozdobnikami, ale generalnie szacun. Utwory generalnie rytmiczne, melodyjne, dość przyjemne do słuchania. Jak można się spodziewać, im więcej jazzu a mniej popu w danym kawałku, tym bardziej mi się podoba. Trochę wkurzają przesłania typu „piękni jesteście, co by wam nie mówili”, ale ogólnie dość dobra rzecz. No i oczywiście musiała mnie przytłoczyć głupota Dirrty. Pomijając już kwestię gustu kontrowersyjnego na one czasy teledysku doń, nie rozumiem zupełnie, jak można było takiego potworka muzycznego stworzyć i komu się on na tyle spodobał, że zrobił karierę w mediach. Przemyślenie na koniec: można i to, ale czemu ta kobieta nie zajmie się na stałe wyłącznie jazzem?

P.S. Wybaczcie głupi slide-show na youtubie. Nie lubię ich bardzo, ale nie chce mi się szukać czegoś lepszego po innych stronach.

Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Christina Aguilera
SONG: Walk Away
ALBUM: Stripped
YEAR: 2002



Na dziś jedno z najbardziej – obok Beatlesów i Elvisa – przereklamowanych zjawisk w muzyce rozrywkowej, czyli The Rolling Stones. A konkretnie ich debiutancki album. W 1963 roku chłopaki jeszcze niezbyt wiedzieli, co chcą ze sobą zrobić, ale wiedzieli, że muzyka jest strasznie fajna, więc postanowili bohatersko nagrać album. Wzięli się ostro do roboty i napisali jedną (tak, jedną…) piosenkę. Krążek generalnie składa się z mniej lub bardziej odgrzanych utworów R&B, a prezentowany dziś utwór to oryginalnie klasyczne Motown w wykonaniu Marvina Gaye. Niech publiczność osądzi, który wariant lepszy. Tym jedynym utworem napisanym przez Stonesów jest Tell Me. Biorąc to wszystko pod uwagę, można chyba bezpiecznie stwierdzić, że nie był to bynajmniej powalający debiut. A już pewnością wiele brakuje mu do Sticky Fingers, na którym rzeczywiście pokazali klasę. Ale do tego musieli się uczyć jeszcze kolejne siedem lat. Aktualnie album ma głównie wartość historyczno-humorystyczną – odsłuch lekko nieporadnych remake’ów amerykańskich utworów jest w gruncie rzeczy dość zabawny i przyjemny. Polecam szczególnie I’m a King Bee, choć oczywiście oryginał Slima Harpo jest lepszy.

Selekcja gościnna by Goose.

BAND: The Rolling Stones
SONG: Can I Get a Witness
ALBUM: The Rolling Stones
YEAR: 1964


http://www.youtube.com/watch?v=cHpU2b08eAE

Na dziś miało byc coś innego, ale ze względu na okoliczności, Amy Winehouse po raz drugi na blogu:
„Brytyjska wokalistka została w sobotę znaleziona martwa w swoim londyńskim mieszkaniu. Miała 27 lat. (…) W sobotnie popołudnie do jej mieszkania w londyńskiej dzielnicy Camden została wezwana karetka. Parę minut po jej przybyciu do pomocy przyjechała ekipa medyczna w kolejnym ambulansie. Niestety, wokalistki nie udało się uratować. Chwilę później zasypywany pytaniami przez dziennikarzy rzecznik prasowy londyńskiej policji potwierdził, że 27-letnia kobieta (nie podał oficjalnie personaliów Winehouse) znaleziona w mieszkaniu nie żyje, a przyczyna jej zgonu jest jak na razie nieznana.” ŹRÓDŁO
Wybór od mjg.

BAND: Amy Winehouse
SONG: Rehab
ALBUM: Back to Black
YEAR: 2006


Pani omawiana dziś to rocznik 83. Czyli jeden z tych roczników, które są po to, żeby mi wykazać, że ludzie w mniej-więcej moim wieku potrafią mieć w swojej dziedzinie dużo większe osiągnięcia niż ja. Frank  to debiutancki album Amy Winehouse. Co prawda supermegaprzebojowe Rehab pojawiło się dopiero na drugim, Back to Black, ale temu też nic nie brakuje. Amy szturmem wkroczyła na scenę muzyczną, wykorzystując do tego potężny wokal o charakterystycznej barwie (za pierwszym usłyszeniem byłem przekonany, że wokalistka ma zdecydowanie ciemniejszą karnację…) i stylistykę „retro”. Jedno i drugie działa świetnie. Niestety pierwszy i drugi sukces zaowocowały również mocno „muzycznym” trybem życia: z tym rehabem to wyszło trochę nie tak jak w piosence, bo Amy wizytuje od czasu do czasu, a oprócz tego zajmuje się wyglądaniem coraz tragiczniej, odwoływaniem koncertów „ze względu na stan zdrowia” i nienagrywaniem trzeciego albumu, który zapowiadano niewiadomokiedy i mniej więcej wtedy właśnie ma być gotowy. Nie wygląda to wszystko zbyt zdrowo, ale trzymamy kciuki, bo szkoda by było…

Na dziś jeden ze spokojniejszych utworów na Frank, Know You Now. Proszę zwrócić uwagę na „winylowe” trzaski dołożone w ramach stylistyki retro. Przyznam szczerze, że zanim się zapoznałem, przy którymś kawałku się nabrałem, i myślałem, że słucham czegoś z lat 70. Niestety nie pamiętam przy którym i z której płyty. Na albumie nie ma słabego utworu – należy słuchać w całości.

Selekcja gościnna by Goose.


BAND:
Amy Winehouse

SONG: Know You Now
ALBUM: Frank
YEAR: 2003

Trzeci album studyjny ładnej 9którą to właściwość wykorzystała na przyjemnej okładce) pani Keys. O płycie ciężko powiedzieć, żeby była bardzo porywająca lub wybitnie przebojowa. Próżno na niej szukać przeboju na miarę Fallin’. Ale jest bezbolesna i każdego utworu słucha się z przyjemnością. Jest na nim kilka bardziej charakterystycznych punktów (najbardziej podoba mi się w sumie intro), ale na dziś przykład zasadniczej materii albumu: niecharakterystyczne, ale przyjemne Tell You Something.

Selekcja gościnna by Goose.

BAND: Alicia Keys

SONG: Tell You Something (Nana’s Reprise)
ALBUM: As I Am
YEAR: 2007


Podobno jest to swego rodzaju kamień milowy w historii muzyki soul, a może raczej neo soul. Z czego wniosek, że miejscem bardzo istotnym dla soulu jest Teksas, bo stamtąd właśnie pochodzi Erykah Badu. Baduizm to jej debiutacki album. Całość jest bardzo spokojna i wyluzowana – muzycznie prawie minimalistyczna. Przez cały album spokojnie toczy się miła perkusyjka, delikatna sekcja dęta, organy Hammonda, trochę elektroniki, apetyczna linia basowa i wokal o pięknej barwie. Nie brakuje elementów stricte jazzowych. Podobnie jak instrumentaliści, Erykah nie szarpie się i nie zdziwia wokalnie, ale słychać, że jakby chciała, to by potrafiła i zdecydowanie wie, co robi. Wszelkiej maści R&B wyjce powinny się z tego albumu uczyć oszczędności środków. Cały album jest bardzo dobry. Do prezentacji wybrałem Appletree – podoba mi się muzycznie i tekstowo. Oprócz niego warto przesłuchać wszystkie. Ale może trochę bardziej Afro, chyba najbardziej dowcipne tekstowo. Jak na swoisty żart muzyczny, bardzo profesjonalnie i zaśpiewane.

Selekcja gościnna by Goose

BAND: Erykah Badu
SONG: Appletree
ALBUM: Baduizm   
YEAR: 1997


http://www.youtube.com/watch?v=V9Wa4tIofqU


  • RSS