bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: pop

Debiutancki krążek Jazmine Sullivan pojawił się na rynku w 2008 roku i ogólnie zebrał przychylne komentarze. Bardzo fajna płyta. Wisi sobie gdzieś między R&B, popem a soulem i wpada od niechcenia w ucho. Rewolucji muzycznej tam może nie ma, ale wpadania jest na tyle. A najbardziej wpadliwe są – oprócz utworu na dziś - Lions, Tigers and Bears oraz Bust Your Windows, które jak Wam nie wpada, to ja Was nie rozumiem i nie będę z Wami chyba więcej słuchał muzyki, bo się pokłócimy. W tej trójcy maczał akurat paluchy wspominany przeze mnie wcześniej kilkukrotnie Salaam Remi. No powiedzcie, że gość nie ma nosa… Oprócz tego świetne są One Night Stand i Switch!. Najlepiej słuchać wszystkiego.

BAND: Jazmine Sullivan
SONG: Call Me guilty
ALBUM: Fearless
YEAR: 2008


Tak jak w przypadku jej pobocznego projektu, mamy tu do czynienia z solidną produkcją Nory Jones, która już od 2002 roku cieszy ucho leciutkim jazzem ku pokrzepieniu serc, a i oku krzywdy nie robi. Jeszcze cieplutki (kwiecień 2012) album Little Broken Hearts nie zawiera być może takich przytulankowych hiciorów jak te pierwsze, ale jest bardzo solidną, równą produkcją. Daje się zaboserwować wyraźna zmiana brzmienia w stosunku do poczatków: gdzie-niegdzie robi się wręcz nieco elektronicznie, co wykaże link poniżej. Czyżby to Danger Mouse, który na tym krążku robił za producenta? Słuchać w całości. A tak ogólnie, to może to tylko coś w mojej głowie siedzi, ale przy tym kawałku Brodką z Grandy mi zajechało, choć nie wiem, którą piosenką…

Selekcja gościnna by Goose


BAND: Norah Jones
SONG: Say Goodbye
ALBUM: Little Broken Hearts

YEAR: 2012

Jem. Jestem. A teraz w sekundzie
odsuwamy na bok Kartezjusza i wracamy do gwiazdki na dzisiaj czyli Jemmy Jem Griffiths. Na pewno
zapamiętam tą artystę dzięki piosence Save
me,
w której tytułowa sentencja jest wyśpiewywana tak często, że podczas
słuchania i pisania sprawozdania, nie sposób tej prośby nie spełnić. (Dzięki
temu nie raz godziny pracy nie idą na marne.) Dlaczego jeszcze lubię twórczość
Jemmy? Za to, że myśląc „to może teraz Jem” często nie obejdzie się
bez morelowego tudzież malinowego dżemu w ramach dodatkowej osłody naukowych
okoliczności. To tyle jeśli chodzi o mnie i o Jem.

Teraz Jem i muzyka. Fakt
pierwszy- Jem jest współautorką piosenki, którą pod obróbkę wzięła Madonna i
wrzuciła na swój superkrążek American Life. Dalsze poczynania muzyczne Jemmy
były już znane pod jej nazwiskiem. Chodzi mi o nutki używane w programach
telewizyjnych (np. Gotowe na wszystko, Chirurdzy,) czy filmach (Bliżej,
Eragon). Podczas odsłuchiwania albumu Finally
woken
byłam wielce zdziwiona jak wiele z jej utworów jest mi znanych. They czy Just A Ride to prawie jak hity z poprzedniej epoki. Dla odmiany na
dzisiaj uroczysty utwór czterolatek – I
Always Knew.

Z przyjemnością przesłuchała panipilarz.

BAND: Jem
SONG: I Always Knew
ALBUM: Down to Earth
YEAR: 2008

http://www.youtube.com/watch?v=3Zzy1hWrgUQ


Spójrzmy prawdzie w oczy: nie lubię popu lat 80. Drażnią mnie charakterystyczne brzmienia gitary i perkusji, nie przepadam za ówczesnym wydaniem elektroniki. Ale są pojedyncze wyjątki. Na dziś kawałek, który – jak pamiętam – podobał mi się jeszcze jako małemu brzdącowi. Zawsze cieszyłem się z jego pojawienia na jakiejkolwiek antenie, ale dużo fajniej, jeśli była to antena telewizyjna, bo do kawałka jest też jeden z moich ulubionych teledysków. Bo fajny i mam do niego sentyment. Reszta albumu akceptowalna, w sumie nie bolała. Może będzie do mój pierwszy krok do przyzwyczajenia się do 80′s pop. Poza tym dobry rocznik…

Selekcja gościnna by Goose.
BAND: The Alan Parsons Project
SONG: Don’t Answer Me
ALBUM: Ammonia Avenue
YEAR: 1984



Jest to najnowszy album zespołu Zakopower, który w sposób niezbyt zaskakujący zajmuje się tworzeniem muzyki okołofolkowej, a konkretniej okołogóralskiej, czyli mieszanki góralszczyzny i rocka. Mam z tym krążkiem lekki zgryz. No bo tak… Zaczyna się nowy kawałek, prezentują temat, jest głupi, że aż boli. Potem się trochę rozkręca, jakaś mała wariacja, dochodzi do tego trochę folku i jest znośnie, a pod koniec utworu, kiedy jest na pełnych obrotach, luzują sobie trochę i pojawia się jakaś improwizacja, okazuje się, że całkiem przyjemnie wpada w ucho (choć wciąż oryginalnością nie powala). Teksty? Zacyna sie po górolsku i jest nawet fajnie, bo w tekstach folkowych pewien prymitywizm jest normą, a potem przerzucają się na standardowy polski i w tym momencie mam prawie ochotę bić głową w szybę autobusu, bo „kto im te durne teksty pisał?!” No więc w końcu to dobra płyta jest, czy niedobra? Pozostaje mi chyba stwierdzić, że ogólnie słysznąć sobie można, czasem nawet przyjemnie, ale specjalnie raczej nikogo namawiał nie będę. Odnoszę też wrażenie, że Zakopower skorzystałby na wyraźniejszym określeniu się po stronie fokowej. Fragmenty bardziej folkowe brzmią po prostu lepiej, bo zdolności rockowe zespół ma mizerne. Podobnie w wokalu na zdrowie wyszłoby im pozostanie przy gwarze, bo Karpiel-Bułecka wybitnym wokalistą nie jest, a w gwarze jego głos i specyficzna maniera po prostu brzmi lepiej (czytaj: mniej drażni). Ocena końcowa: cudów ni ma, ale jest nad czym popracować – może jeszcze będą ludzie.
Selekcja gościnna by Goose.

BAND: Zakopower
SONG: Kropla
ALBUM: Boso
YEAR: 2011


Trzeci album studyjny ładnej 9którą to właściwość wykorzystała na przyjemnej okładce) pani Keys. O płycie ciężko powiedzieć, żeby była bardzo porywająca lub wybitnie przebojowa. Próżno na niej szukać przeboju na miarę Fallin’. Ale jest bezbolesna i każdego utworu słucha się z przyjemnością. Jest na nim kilka bardziej charakterystycznych punktów (najbardziej podoba mi się w sumie intro), ale na dziś przykład zasadniczej materii albumu: niecharakterystyczne, ale przyjemne Tell You Something.

Selekcja gościnna by Goose.

BAND: Alicia Keys

SONG: Tell You Something (Nana’s Reprise)
ALBUM: As I Am
YEAR: 2007

Podsumowanie twórczości króla popu, Michael’a Jackson’a, czyli album HIStory: Past, Present and Future – Book I z roku 1995. Dwa krążki, w środku książeczka. Świetny album zawierający nie tylko stare przeboje MJ (m.in. Thriller, Bad, Billie JeanBlack or White, Heal the World), ale również nowe kompozycje (np. dzisiejszy Earth SongYou Are Not Alone, HIStory, They Don’t Care About Us). Wiem, że Earth Song jest bardzo mocno wyeksploatowanym kawałkiem, ale… jest to naprawdę dobry kawał muzyki. R.I.P. Michael Jackson!
Wybór od mjg.

BAND: Michael Jackson
SONG: Earth Song
ALBUM: HIStory
YEAR: 1995

Granda to trzeci album pełnowymiarowy album laureatki któregośtam Idola, Moniki Brodki. Co tu dużo mówić? Pop, mocno elektroniczny (choć nie tylko), czasami coś lekko zapiszczy z góralska, jako że Brodka jest żywczanką. Muzycznie i wokalnie bardzo solidna robota – piosenki wpadają w ucho, ale w sposób charakterystyczny, a nie tak jak muzyka w windzie, zaś Brodki bardzo przyjemnie się słucha: nieco „rozmarzony” wokal bardzo dobrze pasuje do warstwy instrumentalnej i tekstowej. A tekstowo właśnie jest jeszcze lepiej – wszystko jest moim zdaniem bardzo pomysłowe, ze sporą dawką humoru, głównie słownego, każdy kawałki oparte są „konceptach” tekstowych, określonych poprzez jego tytuły. Tak należy pisać teksty do popu. BNS co prawda kiedyś się zrzymał, kiedy chwaliłem humorystyczne aspekty płyty, twierdząc, że drażni go sytuacja polskiego rynku muzycznego, w której jak ktoś coś dobrego zrobi, to musi być humorystyczne, a dobrej muzyki na poważnie co kot na płakał, ale ja twierdzę, że humoru nigdy za wiele, a w dodatku lepiej mieć dobrą muzykę „z jajem” a nie mieć poważnej, niż nie mieć żadnej dobrej muzyki. Najpoważniejszy zarzut jaki mam dla albumu, to to, że muzycznie superoryginalny to on nie jest i w gruncie rzeczy wpisuje się w pewien trend brzmienia popu. Nie potrafię tego dobrze określić werbalnie, ale „na przykładzie” powiem, że w jednym czy dwóch miejscach albumu trochę za bardzo zajechało mi Noviką.
Cała płyta jest dobra: jest bardzo równa, więc do posłuchania polecić mogę wszystko. Trochę słabiej jak dla mnie wypada francuskojęzyczne Excipit, między innymi dlatego, że nie rozumiem, więc nie wiem czy tekst jest dobry. Ponieważ chińska kaczka – z najbardziej chyba rzucającego się w uszy W pięciu smakach – była trochę medialnie eksploatowana i zaczęła się już chyba powoli ocierać o jajecznicę pewnej innej polskiej gwiazdki (choć piosenka Brodki jest przynajmniej o dwie ligi lepsza), dziś zaprezentujemy niesingiel, K.O. Jest fajny. I za każdym razem mnie bawi brodkowe „r” w słowie „zgraja”.
Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Monika Brodka
SONG: K.O.
ALBUM: Granda
YEAR: 2010


http://sznurekjestes.wrzuta.pl/audio/5AC0z0y7SeL/brodka_-_k.o.

Charlie Winston - Like a Hobo

Like a Hobo to debiutancki album brytyjskiego wokalisty Charli’ego Winston’a. Właściwie nie jest on tylko piosenkarzem, ale też multiinstrumentalistą – swoistego rodzaju „człowiekiem orkiestrą”. Przygodę z muzyką zaczął już w wieku ośmiu lat ucząc się grać na perkusji, którą szybko porzucił dla pianina, a następnie gitary. W wieku 17 lat opuścił Anglię i stał się tytułowym hobo, czyli właśnie włóczykijem. Po powrocie do kraju dawał mini koncerty na mostach w Londynie, czy przydrożnych kawiarenkach. Pisał muzykę do różnych przedstawień teatralnych lub udzialał się muzycznie na płytach innych wokalistów. Swoją debiutancką płytę zawdzięcza Peter’owi Gabriel’owi, który został jego producentem i zaprosił na współną trasę.
Warto zwrócić uwagę na fakt, iż pomimo wykorzystania przez Winston’a na płycie około kilkunastu instrumentów nie odczuwa się przeładowania muzyką ani przerostu formy nad treścią, a aranżacje są bardzo dobrze dobrane (w niektórych jedynie wokal + pianino). Charakterystyczna barwa głosu wokalisty, kojarząca się nieco z czarnoskórymi głosami, także pozostaje na dłużej w pamięci. Podsumowując cały krążek, można powiedzieć, że tytuł bardzo dobrze oddaje jej charakter – melancholijny, nieco romantyczny, łączący w sobie róne gatunki muzyczne. Słychać trochę bluesa, napewno pop’u, ale też i jazz’u.
Przesłuchując płytę najbardziej uwagę przyciąga tytułowe Like a Hobo, należące do tych piosenek, które wciągają od razu, „od pierwszego usłyszenia”. Brytyjczyków urzekła znowu Calling Me, wg. mnie trochę zbyt przeciągnięta i mało interesująca. I’m a Men i Tongue Tied to także ciekawe nagrania, które nie powinny zostać pominięte. Bez wątpienia ciężko było mi wybrać z tego krążka tylko jedną piosenkę na dziś. Zastanawiając się dosyć intesywnie nad Like a Hobo, zdecydowałam jednak dać się trochę ponieść kobiecej naturze i wybrać bardziej uroczy kawałek jakim jest dzisiejsze I Love Your Smile.
Wybór od elanor.


BAND: Charlie Winston
SONG: I Love Your Smile
ALBUM: Hobo
YEAR: 2009

  • RSS