bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: light

Na dziś rzecz rzadka: produkt polsko-jamajski. Trebunie-Tutki to – jak mówi Wikipedia – „muzykująca od pokoleń rodzina z Białego Dunajca”. Muzykują od pokoleń, ale gdzieś od lat 90. stanowią zjawisko mniej lokalne, a bardziej kulturalne, co wiąże się z koncertami i nagrywaniem albumów. W Polsce status mają na tyle mocny, że jak ktoś ich nigdy nie słyszał (bo na przykład nie trawi muzyki góralskiej), to zwykle przynajmniej o nich słyszał. Co ciekawe, praktycznie od samego początku nagrywania, Trebunie-Tutki współpracują z jamajskim zespołem reggae pt. Twinkle Brothers, którzy to z kolei działają już od lat 70. Idea za tą współpracą jest mniej więcej taka, że jedni i drudzy to górale, tylko jedni z Polski, a drudzy z Jamajki, ale mimo to noszą w sobie identyczną wrażliwość ludzi wyżyn. Byłem na Jamajce i widziałem ich góry, byłem w Tatrach i nie kupuję tego. Drugą płaszczyzną współpracy miało być to, że zarówno muzyka góralska jak i reggae, to właśnie przejaw jakiejś wspólnej mentalności łączącej prosty lud ponad podziałami rasowymi i geograficznymi. Też mnie to nie do końca przekonuje, bo jednak reggae ma astronomicznie większy aspekt medialny i popkulturowy, niż góralskie śpiewki, aspekt folkowy zaś nieporównywalnie mniejszy. Ale co mi tam – jak sobie lubią grać razem, to co mi przeszkadza?

 

Wracając do tematu… Pieśni chwały / Songs of Glory to już trzeci krążek z zapisem tej międzynarodowej współpracy. Popróbowałem go dlatego, że w sumie to lubię i góralszczyznę i reggae i chciałem sprawdzić, jak to zadziała. Okazało się, że jako tako to chodzi, ale „jako tako” to nie wystarczy. Muzyka – jak mawiają anglofoni – wpadła między dwa stołki: za mało w niej góralszczyzny i za mało reggae. Do tego dochodzi warstwa tekstowa. Jakkolwiek w przypadku polskiego folku gotowy jestem na proste teksty o Janickach i słonecku, tak w przypadku warstwy lirycznej reggae przyzwyczajony jestem do czegoś bardziej wyszukanego. Albo bardziej humorystycznego, albo bardziej zaangażowanego społecznie. Niestety podczas odsłuchu wielokrotnie mierziło mnie, że cały tekst składa się z dosłownie dwóch lub trzech zdań powtarzanych w kółko przez kilka minut piosenki. Nie zdzierżyłem, album wyleciał z dysku. Stanowi jednak pewną ciekawostkę i aż tak w uszy nie boli, więc spróbujcie spróbować.

P.S. Sprawdziłem ze znajomym z Jamajki – w życiu nie słyszał o Twinkle Brothers. To chyba co-nieco wyjaśnia…


BAND: Trebunie-Tutki & Twinkle Brothers
SONG: Chwała / Glory to Jah
ALBUM: Pieśni Chwały / Songs of Glory
YEAR: 2008
Ten skład czytelnicy (jeżeli jeszcze jacyś zostali) z pewnością znają. Pojawił się on również i na naszym blogu, ale teraz będzie nieco inna odsłona – część cyklu newyorkiana. Z tej racji nastąpił rzut ucha na album Parsley, Sage, Rosemary and Thyme. Nosz kurde, „Pietruszka, szałwia, rozmaryn i tymianek”. Ja pierdykam, bardziej pacześnego tytułu albumu chybam jeszcze w swojej karierze nie widział! Ale trzeba chłopakom pogratulować konsekwencji stylistycznej, bo okładka albumu jest tak samo pacześna jak tytuł, który jest tak samo pacześny jak muzyka. Słuchając kolejnych piosenek czułem się mniej więcej tak właśnie, jakbym szamał tytułowe zioła bez żadnej mięsnej wkładki. Czyli źle: brak czegoś treściwego, a w gębie nieprzyjemny posmak. A wśród tej całej roślinności ni w kij ni w oko sterczy piosenka zatytułowana na cześć mostu łączącego Manhattan z Queensem na wysokości 59. ulicy, czyli Queensboro Bridge. I tu znowu paralela: idea piosenki na temat tego stalowego majstersztyku podobała mi się tak bardzo jak sam most, natomiast słuchając tejże piosenki czułem się tak, jak wtedy, kiedy przejeżdżałem przez niego na rowerze, mając już w nogach ze 25 km. Czyli przez pół drogi było strasznie pod górkę, kląłem, myślałem, że ten podjazd nigdy się nie skończy i że wypluję płuca z radości, zaś od połowy towarzyszyło mi poczucie ulgi, że teraz już gładko idzie, bo jest bliżej końca niż początku. Bogu dzięki, że piosenka – podobnie jak most – nie jest dłuższa, bo mógłbym zemrzeć w trakcie. Piosenka jest z kategorii „pierdolniętych – wiecznie uśmiechniętych”, o tym, że Nowy Jork za szybko się toczy i lepiej sobie iść spokojnie, rozmawiać z latarniami, kopać kamyczki i wąchać kwiatki. Jeżeli chcecie poczuć klimat Nowego Jorku, to posłuchajcie czegoś zupełnie innego. Reszta albumu jest tak wybitnie spokojna, balladkowa i akustycznie gitarowa, że aż moja psyche zdecydowała się na mechanizm wyparcia i nic nie pamiętam. Album nie przetrwał procesu selekcji, więc nie mogę udać się na dysk twardy w celu ponownego przesłuchania. Ale nuta jest o NYC bądź co bądź…

BAND: Simon and Garfunkel
SONG: The 59th Street Bridge Song (Feelin’ Groovy)
ALBUM: Parsley, Sage, Rosemary and Thyme
YEAR: 1966

Tak z 10 lat temu w Olsztynie zeszła się grupka młodych muzyków, ze względu na pochodzenie zainteresowanych kulturą ukraińską. Małe trzy lata później rozpoczęli właściwą działalność, po czym ukraińskie zainteresowania przeewoluowali prosto, jak w pysk strzelił, w rocka, ska i reggae. Dzisiejszy krążek, Ulice, to pierwsza płyta w dorobku kapeli. Ma dość fajne brzmienie, ale o to w sumie nietrudno – jak się gra „skareggae”, to trzeba być w prosektorium, żeby nikomu nóżka nie podskoczyła. Mamy standardowe dla gatunku gitarę, dęciaki, a tu i ówdzie występuje i akordeon. No dobra, żeby nie było, że tak całkiem drwię: mają też czasem jakieś inne archaiczne instrumenty sugerujące ukraińskie wpłwy. Wszystko skoczne i na dobry humor.

Panowie wydali potem jeszcze dwa krążki (w tym jeden dosłownie trzy tygodnie temu), ale tychże jeszcze nie słuchałem. Niestety od czasu pierwszej płyty, oprócz wydawania kolejnych, panowie intensywnie pracowali nad utratą jakiegokolwiek rockowego „street-credu” komponując hymn olsztyńskich juwenaliów i występując w I edycji polskiego „Must Be the Music”. Ale młodzi jeszcze są, nie miał ich kto nauczyć, to im wybaczę. Oprócz dzisiejszego kawałka warto słysznąć promujący płytę singiel Ulice, ciekawą wariację na temat mickiewiczowsko-grechutowskiej Niepewności (jak ktoś lubi takie rzeczy…), ostrzejszy Taki kraj, spełniające ukraiński parytet Bożevilni sny… Właściwie to całej płyty posłuchajcie, bo jest najzwyczajniej w świecie fajna. Nawet głupia Kortowiada.
P.S. Pardon, że był tydzień bez postu. Miał być wczoraj, ale zasnąłem…

BAND: Enej
SONG: Powiedz
ALBUM: Ulice
YEAR: 2002
Rocznik ’88, A$AP Rocky (Rakim Mayers), prosto z Harlemu. Strasznie specyficzna płyta, a raczej mixtape, wydany w październiku 2011 – LiveLoveA$AP. Bardzo szybko zdobyła ogólne uznanie, a sam A$AP nominowany został do BBC Sound of 2012. Co do samego Rakima, swoje imię otrzymał na cześć duetu Eric B. & Rakim. Gdy miał 12 lat jego ojciec poszedł siedzieć za narkotyki, a w rok później zabity został jego starszy brat. Zdarzenia te zmotywowały młodego Rakima, by poświęcić się rapowaniu.
Ale wracając do płyty. Jest to naprawdę dobry krążek. Kawałki są niestety stosunkowo krótkie (okolice 3 minut prawie każdy), ale jednocześnie są naprawdę świetne. Z płyty polecam najbardziej Wassup oraz Deamons (KLIK - genialny podkład). LiveLoveA$AP rozpoczyna się świetnym utworem Palace, na który również warto zwrócić uwagę (czasem wydaje mi się, iż A$AP flow ma nieco podobne do Memphis Bleek).
Wybór od mjg.

BAND: A$AP Rocky
SONG: Wassup
ALBUM: LiveLoveA$AP

YEAR: 2011

Classified. Canada i rap. Szybciutko spieszę z wyjaśnieniem, że Loyd Boyd raper i producent muzyczny kolorem skóry bliższy Eminemowi niż Snoop Doggowi. Na jakość muzyki zupełnie to nie wpływa. Koleżka dużo pracuje a czy dobrze, to polecam sprawdzić. Jak dla mnie jest to miła odmiana dla MTV rapu do pizzy serwowanego. Z ośmiu płyt wybieram pierwszą z góry i z ciekawości zaczynam przesłuchiwać, co może być na krążku o wdzięcznym tytule Boy-Cott in The Industry. Zaczynamy z chórkiem It’s Just My Opinion, nie mogąc się oprzeć wrażeniu delikatnych skrzypiec w tle. Latynoskie klimaty i subtelny kobiecy głos dodają pikanterii w kawałku Problems.
Cały album oceniam polecając No Mistakes na spróbowanie Calssified.

z przyjemnością  przesłuchała panipilarz
BAND: Calssified
SONG: No Mistake
ALBUM: Boy-Cott in The Industry
YEAR: 2005
Mając jeszcze naście lat bywał w towarzystwie sound systemu The Wild Bunch, który w okolicy 1987 rok przekształcił się w Massive Attack (BLOG). Jego debiutem był pierwszy album Massive Attack o tytule Blue Lines z 1991 roku, gdzie rapował w kawałkach Five Man ArmyBlue Lines i Daydreaming. Jednakże jego solowy krążek ukazał się dopiero w roku 1995 – pierwszy album Andrew „Tricky” Thaws nosił tytuł Maxinquaye i z miejsca stał się hitem: wielokrotnie wspominany w rankingach przez magazyny Q i Rolling Stone, najlepszy album roku 1995 według NME, a także czołowe miejsca w zestawieniach najlepszych albumów lat 90-tych.
Dzisiejszy utwór pokazuje, że nie jest to zwykła płyta. Kawałek na ponad 7 minut? Rzadko spotykane zjawisko. Do tego warto dorzucić Hell is Round the Corner.

Wybór od mjg.

BAND: Tricky
SONG: Aftermath
ALBUM: Maxinquaye

YEAR: 1996

Może od początku. Co to jest Nip/Tuck (po polsku Bez skazy)? Jest to amerykański serial o dwóch chirurgach plastycznych. Był stosunkowo popularny, więc wygrał nagrodę Emmy i Golden Globe (serial autorstwa Ryan’a Murphy’ego, czyli współautora musicalowego Glee). Tytułowym kawałkiem jest A Perfect Lie - stosowny utwór z tekstem „Make beautiful! Make me… A perfect soul, a perfect mind, a perfect face, a perfect… lie.”. Ponieważ utwór jest krótki, stąd na potrzeby soundtracku z serialu został on zremiksowany przez producentów płyty, spółkę Gabriel & Dresden.
Płyta z muzyką z serialu jest generalnie elektroniczna. Ciężko się temu dziwić, skoro producenci to DJ’e. Miejscami zdarzają się utwory w klimacie ATB (np. remiks A Perfect Lie, Just Be Me), a miejscami jak wyjęte z soundtracku do Ghost in the Shell (So Damn Beautiful – największy hit Poloroid, który warto posłuchać KLIK). Dodatkowo czasem pojawia się klimat lounge (kawałek Angels autorstwa Wax Poetic z featuringiem pani Norah Jones). Do tego polecam jeszcze świetny i bardzo delikatny utwór Following zespołu Chungking KLIK.
Z ciekawostek, na płycie można usłyszeć kawałek zespołu Syntax, który jest zespołem pana Mike’a Tournier’a, ex-Fluke. Dodatkowo, Wax Poetic to nowojorski zespół trip-hopowy, w którym debiutowała Norah Jones do momentu wydania swojej przełomowej płyty Come Away with Me z roku 2001.
Wybór od mjg.

BAND: The Engine Room (Gabriel & Dresden remix)
SONG: A Perfect Lie
ALBUM: Nip/Tuck original tv soundtrack

YEAR: 2004

Jeden z lepszych albumów hip-hop’owych roku 2005 – Kanye West i krążek Late Registration. Za Kanye West’em raczej nie przepadam (zwłaszcza po akcji z Taylor Swift KLIK) i uważam, że krytyka South Park’a pod jego adresem była jak najbardziej zasłużona. Ale nie zmienia to faktu, że facet robi całkiem niezłą muzykę. Mój ulubiony kawałek z Late Registration to remiks Diamonds from Sierra Leone (remiks od nieremiksu różni się tym, że w remiksie jest jeszcze Jay-Z). Co ciekawe, (genialne) wideo do tego kawałka nagrane zostało w czeskiej Pradze, bowiem Kanye zafascynował się architekturą tegoż miejsca.
Na dzisiejszej płycie w sumie nie ma słabych kawałków. Całość trzyma stosunkowo dobry poziom. Polecam na pewno Roses, Touch the Sky (z Lupe Fiasco), Drive Slow (bardzo relaksujący, powolny kawałek z GLC i Paul’em Wall’em), Bring Me Down (z Brandy) i świetny kawałek (drugi najlepszy na płycie) Hey Mama
Wybór od mjg.

BAND: Kanye West feat. Jay-Z
SONG: Diamonds from Sierra Leone (remix)
ALBUM: Late Registration

YEAR: 2005

Jedna z najważniejszych płyt polskiego hip-hopu. 18 grudnia 2000 roku wydany został pierwszy (i poniekąd jedyny) krążek Paktofoniki. Niestety, 11 lat temu, w osiem dni po premierze albumu, 26 grudnia 2000 roku chwilę po godzinie 6, Piotr Łuszcz znany jako Magik popełnił samobójstwo, skacząc z okna swojego mieszkania w Katowicach. Jak tłumaczyli pozostali członkowie PaktofonikiSebastian „Rahim” Salbert i Wojciech „Fokus” Alszer, Magik starał sie unikąć powołania do wojska ponieważ miał juz wtedy żonę i dziecko oraz w planach były nagrania płyty. W tym celu udawał osobę chorą psychicznie, co w rezultacie doprowadziło go do rzeczywistej niepoczytalności.
Paktofonika powstała w roku 1998 po tym jak Magik odszedł z Kalibra 44 przez kłótnię z braćmi Marten (Marcin „Abradab” i Michał „Joka”). Wtedy to Fokus zaprosił do współpracy Magika i Rahima, który odszedł ze składu 3xKlan. Pierwsze kawałki powstały już w październiku 1998 roku. Wkrótce poźniej do zespołu dołączyli jeszcze DJ Bambus (scratche) i Sot (beatbox).
Kinematografia to przede wszystkim genialne teksty. Co lubię najbardziej z krążka? Priorytety, Gdyby, Powierzchnie tnące, Rób co chcesz, Nie ma mnie dla nikogo oraz Chwile ulotne, W moich kręgach („Cóż, słabe charaktery są nie do ocalenia”). No i oczywiście jeden z najbardziej znanych kawałków Magika - Jestem bogiem (sampel użyty na koniec utworu - TU).
W roku 2003 pojawił się drugi pełny album Paktofoniki - Archiwum kinematografii, gdzie znalazły się nowe utwory składu nagrane jedynie przez Rahima i Fokusa oraz kawałki, które nagrywane były do Kinematografii, lecz w końcu na niej nie zostały opublikowane. Oficjalne zakończenie działalności Paktofoniki nastąpiło na koncercie 21 marca 2003 roku w katowickim Spodku, skąd bardzo znane jest nagranie W moich kręgach na podkładzie z Lose Yourself (WIDEOEminem’a.
Wybór od mjg.

BAND: Paktofonika
SONG: Jestem bogiem
ALBUM: Kinematografia

YEAR: 2000

Szósty krążek Katarzyny Nosowskiej, która już pojawiła się na blogu TU jako wokalistka zespołu Hey, pojawił się na rynku 23 września 2011 roku. Bardzo szybko krążek 8 trafił na pierwsze miejsce list sprzedaży, a do końca roku otrzymał status platyny. Czy jest to dobra płyta? Tak, jest. Bardzo stonowana, stosunkowo spokojna. Sporo elektroniki, ale to nie przeszkadza. Stylowo chyba trochę podobne do utworów Moniki Brodki. Ulubione utwory to O lesie (świetne, bardzo optymistyczne zakończenie płyty), ambientowy Tęten oraz świetny singiel promo Nomada (premiera w Trójce 22 sierpnia 2011 roku). Do tego można jeszcze dorzucić Polska Ziarno. Generalnie płyty słucha się dość dobrze, ale bez wielkich hitów.
Wybór od mjg.

BAND: Nosowska
SONG: Nomada
ALBUM: 8

YEAR: 2011


  • RSS