bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: experimental

Na długo przed powstaniem niemieckiego industrialowego zespołu Rammstein (na blogu dostępni TU), bowiem w roku 1980 (14 lat przed powstaniem Rammstein’a), rozpoczął działaność najbardziej znany i wpływowy słoweński zespół – Laibach.
Ciężko jest stwierdzić, którą tak naprawdę płytą jest Volk (po niemiecku „ludzie”, „nacja”, a po słoweńsku „wilk” – najprawdopodobniej dlatego na okładce pojawiły się owce), bowiem ilość różnych wydawnictw zespołu od roku 1980 była naprawdę spora. Jest to około dziesiąty długogrający krążek zespołu, wydany w roku 2006 po 3-letniej przerwie od albumu WAT. Czym jest Volk? Jest to bardzo polityczna płyta, zawierająca 13 utworów inspirowanych hymnami państowymi. Dodatkowy hymn – NSK to pieśń Neue Slowenische Kunst (Nowa Słoweńska Sztuka), z którego pochodzi Laibach. NSK to tak naprawdę kolektyw artystyczny, który powstał w okolicy 1984 na terenie Słowenii (a wtedy jeszcze Jugosławii). Wywoływał on sporo kontrowersji już przez samą nazwę, bowiem skrót był po niemiecku, nawiązując do czasów okupacji nazistowskiej. Dodatkowo, muzyczna część NSK nazywa się Laibach, co było nazwą stolicy Słowenii - Lublany za czasów okupacji. Sztuka prezentowana przez NSK nawiązywała do symboliki totalitarnej, często prezentując je w otoczce stylu Dada (Laibach oskarżany o propagowanie nazizmu zripostował ”We are fascists as much as Hitler was a painter„). Od roku 1991, NSK ogłosiło niepodległość (?), wydając własne paszporty oraz organizując wydarzenia kulturalne w swoich ambasadach lub na terenach ogłoszonych jako własne (KLIK). W 1994 roku w Chorwacji założono nawet konsulat NSK. Hymn kraju NSK, o którym wspomniałem wcześniej, to remiks innego utworu Laibach’a, o nazwie The Great Seal. W hymnie tym pojawia się fragment słynnego przemówienia Winstona Churchill’a - „We shall fight them on the beaches, we shall never surrender„. Ostatni kongres mieszkańców NSK mial miejsce 26 lutego 2011 roku.
Co do samej płyty – jest to bardzo dobry krążek. Warto posłuchać w całości, bowiem jest to produkt o dużym wymiarze artystycznym, ze sporą ilością podtekstów (jak chociażby w utworze Yisra’el połączenie hymnów Izraela i Palestyny). Warto się również skupić na dzisiejszym Slovania, który jest dedykowany nam, Polakom. Jeśli się wsłuchać w melodię refrenu, ewidetnie da się wyłapać hymn polski. Trudno uwierzyć? Oto jedne z pierwszych wersów utworu:
These words are for those who died
These words are for those who left behind
These words are for you Poland
And these ones for my homeland
Dlaczego na początku wspomniałem o Rammstein’ie? Ponieważ jest to zespół mainstreamowy, który otwarcie przyznaje się do inspiracji Laibach’em. Ich ascetyczna i militarystyczna stylistyka inspirowała arytsów niemieckiego zespołu. Członkowie Laibach’a komentują to w następujący sposób: Laibach does not believe in originality… Therefore, Rammstein could not ‚steal’ much from us. They simply let themselves get inspired by our work, which is absolutely a legitimate process. We are glad that they made it. In a way, they have proven once again that a good ‚copy’ can make more money on the market than the ‚original.’” Dodatkowo, Laibach nagrał remiks utworu Ohne Dich dla Rammstein’a, co poniekąd potwierdza związek między zespołami.
Wybór od mjg.

BAND: Laibach
SONG: Slovania
ALBUM: Volk

YEAR: 2006




Spójrzmy prawdzie w oczy – skołowałem i przesłuchałem ten album Spark Is a Diamond tylko po to, żeby móc wrzucić na bloga ten kawałek. Nuta rewelacyjna, a dodatkowo postać Alison Bellavance… Grzywka, sukienka w groszki, różowe korale, z pod sweterka wystaje spory tatuaż i do tego dziewczyna growlem zapodaje. No, po prostu odlot, Kobieta-Rakieta normalnie! Na krążku najlepiej wpadający w ucho jest prezentowany dziś kawałek, ale wszystkie są w dechę i nóżka przytupuje. Ten sam zestaw charakterystycznie przesterowanej gitary, jeszcze charakterystyczniej przesterowanego wokalu i chwytliwych zagrywek perkusyjnych. Słuchać, co popadnie! Niestety po przesłuchaniu krążka przyszło mi do głowy, że ta stylistyka jest bardzo zabawna, ale bardzo jednolita i niecierpiąca odstępstw, co może łatwo poskutkować ślepym zaułkiem. Pogrzebałem, pogrzebałem i niestety okazało się, że się nie myliłem… Strona na myspace jest, ale już od dwóch lat chyba pojawiają się komentarze z serii „sorry you guys broke up”. A tak chciałem koncert… I blisko by mieli z Philadelphii. Ciekawostka: jak twierdzi youtube, teledysk do dzisiejszego utworu zmajstrował niejaki Adam Kobylarz.

P.S. Ostrzegam, że dzisiejszy utwór należy wg mojej klasyfikacji do kategorii tzw. „mózgojebów”, czyli że za każdym razem jak sobie o nim przypomnę/na niego się nadzieję, to mam kilka dni z głowy, a raczej kilka dni w głowie. Poważnie naraziłem się Pewnej Osobie, zaraziwszy nim Jej Faceta, którego prawie chciała przez to z domu wyścigać.

Selekcja gościnna by Goose.



BAND: Spark is a Diamond
SONG: Check Your Lease, You’re in Fuck City
ALBUM: Try This on for Size
YEAR: 2008



Płytę Julii Marcell (czyli po naszemu Julii Górniewicz) poleciła Polityka. Pani jest z Polski, ale rezyduje i tworzy w Niemczech. June to jej drugi pełnowymiarowy album, ponoć wyraźnie różny od pierwszego. Nówka, z 2011 roku. Ja tam się nie znam, więc za gatunkami muszę grzebać po internetach, ale generalnie elektronika. Album promuje singiel Matrioszka. Problem niewielki jest w tym, że Julia chyba miejscami trochę za bardzo zachłysnęła się Björk (ale w sumie to Björk niezbyt słuchałem, więc proszę mnie poprawić, jeśli się mylę). Oprócz tego odnoszę wrażenie, że spośród artystów polskiego pochodzenia i w podobnej lidze, lepsza jest np. Novika. Jednakowoż wszystko jest przyjemne i warto posłuchać. I podoba mi się okładka.
Selekcja gościnna by Goose

BAND: Julia Marcell
SONG: Crows
ALBUM: June
YEAR: 2011

Na album Drums Between the Bells podkusiło mnie po przeczytaniu recenzji w Polityce (od jakiegoś czasu bywa to moje źródło inspiracji muzycznej). Nie wiem, czy to wstyd, ale wcześniej w życiu o Brianie Eno nie słyszałem. Okazuje się, że chłop jest starszy od moich rodziców, nagrywa od 1970 roku i utłukł już 41 albumów studyjnych, nie licząc innych wytworów. Krążek jest świeżutki, tegoroczny, a składa się z ambientu Briana i recytowanej mechanicznymi, pozbawionymi emocji głosami poezji czyjejśtam. Podczas odsłuchu, w prezentowanych dziś pierwszych sekundach albumu wpadł mi w ucho całkiem chwytliwy motyw muzyczny, potem nieco rozbawiła recytacja, następnie zaskoczyła całkiem ciekawa solówka gitarowa (ok. 2:40), a potem zaczął się następny utwór i było już tylko z górki. Album jest po prostu… śmieszny. Przykro mi, ale nie umiem się wczuć w nowoczesną poezję recytowaną do ambientu. Jest tam i polska recytatorka, która zgodnie z tym, co pisze recenzent Polityki, brzmi jak „HAL z ’2001: Odysei kosmicznej” Kubricka zaprogramowany w bloku wschodnim”. Efekt ciekawy, ale również niezamierzenie lekko komiczny. Generalnie całość sprawia wrażenie takie, jakby pan Eno od kilku dekad nie otrząsnął się po uderzeniu pierwszych Tubular Bellsów Oldfielda, albo innego Oxygene Jarre’a, tylko dostał nowszy sprzęt. Być może ma z tym coś wspólnego fakt, że ta trójka to właściwie równolatkowie. Ogólnie wychwyciłem dosłownie dwa lub trzy utwory, które uznaję za słuchalne, z czego wynika, że album raczej nie ma szans na pozostanie na stałe na moim dysku. Recenzent Polityki mówi „drugorzędna płyta w twórczości”, ja mówię raczej „zabawny gniot”. Traktuję jako ciekawostkę – dowiedziałem się, że coś takiego funkcjonuje. I ma fajną okładkę. Wersja youtube’owa dzisiejszego utworu jest przycięta o jakieś 20 sekund.
Selekcja gościnna by Goose.

BAND: Brian Eno
SONG: Bless This Space
ALBUM: Drums Between the Bells
YEAR: 2011


http://www.youtube.com/watch?v=B7gvUMn6_YM

Po pierwsze świetna okładka autorstwa Jamie McKelvie’ego. Z albumi chciałem dać kawałek I am the Psychic, ale nigdzie go nie mogę znaleźć online. Stąd dam to co mam, czyli Clever Clever Jazz. Jak ktoś kiedyś dopadnie pierwotny kawałek, to polecam, bo reszta albumu w sumie trochę jest cała taka sama.
Wybór od mjg.

BAND: Art Brut
SONG: Clever Clever Jazz
ALBUM: Brilliant! Tragic!
YEAR: 2011

Większość zapewne kojarzy twór zwany Depeche Mode, który to swe korzenie posiada jeszcze w roku 1977. W roku 1980, do tercetu Martin GoreVince Clarke i Andrew Fletcher dołączył Dave Gahan  tworząc właściwy skład nowej formacji muzycznej. Zespół przeżył kolejną zmianę personalną w listopadzie roku 1981. Vince Clarke, wielce niezadowolony z kierunku w którym zmierzała grupa, postanowił odejść (później utworzył on Erasure, o którym być może jeszcze będzie kiedyś wzmianka – poniekąd popularny swego czasu dzięki grze z jednorożcem), a jego miejsce zajął 22-letni Alan Wilder. Wszystko działało w porządku aż do roku 1995. Uzależnienie pana Gahan’a od heroiny stało bardziej widoczne w jego zachowaniu, natomiast sam Wilder stwierdził, iż „Unfortunately, within the group, this level of input never received the respect and acknowledgement that it warrants.„, co w wolnym tłumaczeniu można ująć, iż ilość pracy jaką Wilder wkładał w tworzenie zespołu nie odpowiadała ilości respektu jakim go darzono w grupie. Z tego oto powodu muzyk opuścił progi Depeche Mode zakładając nieco później Recoil. Wkrótce po odejściu wiele osób było sceptycznych względem dalszych losów Depeche Mode, ale los okazał się być łaskawy.
Dzisiejsza propozycja pochodzi z albumu subHuman. Płyta ta nagrywana była od roku 2005 do początku 2007 roku, w którym to została również wydana. Na pozycję tą trafiłem kiedyś zupełnie przypadkowo. Szukając sprzętu grającego, dostałem w sklepie krążek do odsłuchu kolejnych zestawów muzycznych. Jednym z utworów na płycie okazał się być kawałek Pray, który był singlem promującym subHuman. Nagranie zaciekawiło mnie do tego stopnia, iż postanowiłem zainteresować się zespołem Recoil nieco bardziej. Mogę stwierdzić, że warto było. subHuman to połączenie… hm… no właśnie czego? Na pewno jest tu trochę elektroniki i trip hopu oraz jakiejś formy jazzu, lecz próbowanie narzucenia kategorii tej płycie po prostu nie ma sensu. Trzeba koniecznie posłuchać, a na dziś polecam The Killing Ground z nieco jazzowo-bluesowym klimatem i genialnym według mnie zakończeniem. Jako ciekawostka na koniec, w niektórych utworach Wilder sampluje Depeche Mode.
W bonusie, bardzo ciekawy cover The Killing Ground

BAND: Recoil
SONG: The Killing Ground
ALBUM: subHuman
YEAR: 2007

Jest ponoć coś takiego jak kultura zef i ma ona swe korzenie w Republice Południowej Afryki, a precyzyjniej w Johannesburgu. Samo słowo zef pochodzi od popularnego w latach 1950 do 1970 samochodu Ford Zephyr. W tamtym czasie samochód ten był bardzo popularny wśród tamtejszej klasy robotniczej. Nieco później, Zephyr stał się ulubieńcem osób zajmujących się tuningiem (wielkie, lśniące felgi i podkręcanie silnika). W latach 80-tych marka Ford  przestała być kojarzona pozytywnie („Foute Oral, Reparasies Daagliks„, co można przetłumaczyć z języka afrikaans jako „Wady Wszędzie, Naprawy Codziennie„), natomiast sam Ford Zephyr został zastąpiony Fordem Cortiną, który nieco zmienił obecny ówcześnie stereotyp. O właścicielach tych samochodów wiele mówi obecny do dziś w RPA żart o „1-2-3 Ludziach”, czyli osobach, które kupują 1 litr taniej i lichej brandy, 2 litry Coca-Coli i 3-litrowego Forda Cortinę. W tej chwili wydźwięk słowa zef ponoć już nie jest negatywny. Ciężko jednakże jednoznacznie zdefiniować czym jest zef. Jak stwierdza Yolandi Visser z Die Antwoord – „Zef is, you’re poor but you’re fancy(w wolnym tłumaczeniu, zef jest gdy jesteś biedny, ale atrakcyjny, gdy masz styl). Piosenkarz Koos Kombuis opisuje zef jako słowo z jego dzieciństwa, będące synonimem common (wspólny, łączący, powszechny). Genialnym przykładem zef jest wideo do kawałka Jack’a Parow’a (artysta związany z Die Antwoord), o tytule Cooler as Ekke.
Wracając jednak do piosenki na dziś – bardzo popularny ostatnio dzięki piosence Enter the Ninija zespół Die Antwoord (tłumacząc z języka afrikaans „the answer„, czyli „odpowiedź„), udostępnił całą swoją płytę $O$ za darmo w internecie (choć nie jestem pewien czy jest wciąż dostępna). Na tej płycie (której raczej nie należy traktować na serio) jest parę ciekawych kawałków, zwłaszcza z perspektywy tekstów, które są mieszanką angielskiego i afrikaans (język pochodny od niderlandzkiego) oraz samej kultury zef. Piosenka She Makes Me a Killer opowiada dość zabawną historię. Polecam.
I bonus – Ninja o kawałku: 

BAND: Die Antwoord
SONG: She Makes Me a Killer
ALBUM: $O$
YEAR: 2010

  • RSS