bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: blues-rock

Pierwsze skojarzenie? Led Zeppelin! Są ku temu powody, ale o tym trochę później. Generalnie na moje ucho nie można być bliżej Led Zeppelinów, nie będąc Led Zeppelinami, niż ten album. Jeff Beck zaczął trochę wcześniej, ale Zeppy moim zdaniem zrobiły to lepiej. Aaaanyway… dzisiejsza grupa to kolektyw zebrany pod różnymi, podobnymi szyldami (Jeff Beck, Jeff Beck Group…) wokół gitarzysty – uwaga, uwaga! – Jeffa Becka. W sumie przewinęła się przezeń jakaś dwucyfrowa liczba nazwisk. Poczęty i porodzony był w Londynie. Jak to się wtedy tam robiło, zespół grał rocka mocno bazującego na bluesie i rythm and bluesie (który jeszcze wtedy znaczył to, co znaczył). Ciekawostki dotyczące personelu dzisiejszego albumu są takie, że na basie mamy Ronniego Wooda, później ze Stonesów, zaś na wokalu bryluje Rod Stewart. Tak, ten sam. Oprócz tego gościnnie pojawia się również Keith Moon, później z The Who, a w utworze na dziś jest i Jimmy Page. Nawiasem mówiąc Beck i Page do tej pory kłócą się, kto dzisiejszy kawałek wymyślił i spłodził.
Anyway po raz drugi, album jest bardzo solidny, jeżeli ktoś lubi te klimaty. Shapes of Things stanowi świetne otwarcie. Jest You Shook Me, które stanowi idealną platformę porównań z Led Zeppelin (patrz: pierwszy album; ja tam wiem, kto wygrał…). Jest i I Ain’t Supertitious z repertuaru Howlin’ Wolfa. Jest dużo dobroci. A na dziś Beck’s Bolero, czyli ciekawy instrumental oparty na klasycznym utworze Ravela. Cały album zdecydowanie wart uwagi każdego, kto lubi klasycznego rocka.

BAND: Jeff Beck
SONG: Beck’s Bolero
ALBUM: Truth
YEAR: 1968
Cream to produkt z Wielkiej Brytanii, który wszedł na stałe do historii rocka. Najbardziej obecnie rozpoznawalne nazwisko w grupie to Eric Clapton – człowiek-instytucja, który występował już na blogu solo, oraz w ramach grupy Derek and The Dominos z doskonałym utworem Layla. Był to czas przed jego autokastracją i przeskokiem na zabawy wielce akustyczne. Na Disraeli Gears mamy do czynienia z rockiem czasem bardziej bluesowym, a czasem bardziej psychodelicznym (co wymownie sugeruje okładka). Krążek uplasował się na 114. miejscu listy 500 najlepszych albumów wszechczasów magazynu Rolling Stone, co wydaje się sporym osiągnięciem, biorąc pod uwagę, że nagrywano go podobno raptem trzy dni. Nazwijcie mnie profanem, ale nie powalił mnie ten krążek. Solidna robota, ale skarpetki nie spadają. Wokal umiarkowanie ciekawy, a we wszystkim na mój gust trochę za mało pazura. Najciekawsze są partie, kiedy grupa przechodzi w zbiorową improwizację. Lekkie rozczarowanie jak na markę, którą stanowi legendarne Cream. Ale w tym wszystkim jest jeden skarb – prezentowane Sunshine of Your Love, czyli jeden z najlepszych riffów eva, numer 65 na liście najlepszych piosenek wszechczasów Rolling Stone i różne inne numery w fafnastu innych rankingach.
Swoje preferencje określiłem dość wyraźnie, ale reszta też nie boli. Strange Brew brzmi dobrze, Tales of Brave Ulysses też, a Take It Back ma najbardziej klasycznie rockowe brzmienie na krążku – na tym nie można się przejechać.

BAND: Cream
SONG: Sunshine of Your Love
ALBUM: Disraeli Gears
YEAR: 1967


Old-schoolowe klimaty i masa energii. Alabama Shakes to w moim odczuciu prawdziwe cudeńko na rynku muzycznym. Produkt pochodzący z – uwaga, uwaga! – Alabamy, do tej pory szczycący się jednym, jeszcze ciepłym (z kwietnia) albumem. Znajdziemy na nim wspaniałego rocka z olbrzymią dawką soulu, na co składają się mocny, przejmujący wokal, fajne zagrywki gitarowe, podkład klawiszowy i właściwie cała reszta, a to wszystko takie „garażowe”, nieobrzezane przez wytwórnie mi się jawi (a może to po prostu moja kopia była jakościowo słaba)… Dają radę niezależnie od tego, czy wpadają w nurt balladkowo-Motownowy, czy podkręcają tempo w okolice rockabilly. Album jest bez-błęd-ny! Oprócz tego mogę o nich napisać rzeczy dokładnie odwrotne niż umieściłem w komentarzu pod Panipilarzową Del Ray: Mało kto
mnie aktualnie tak cieszy jak oni. Od nonszalanckiej maniery wokalnej, poprzez
niestylizowaność teledysków (a raczej teledysku, albowiem jest ci ich aż jeden), poprzez wspaniałe brzmienie, aż po wygląd nie pretendujący do niczego. Sprawiają wrażenie, że grają, bo lubią grać. Cudo! Najbardziej podoba mi się frontująca i gitarująca Brittany Howard, która już całkiem się nie czai i na scenie drze mordę i łoi na gitarze w T-shircie i jeanach. Droga Adelko, gdybyś faktycznie nie leciała na stylizację i wygląd, to wyglądałabyś mniej-więcej tak.

Słuchać wszystkiego! Ponieważ Shakesi włożyli na youtube’a raptem trzy klipy, zaprezentuję prawie całość ichże. Jako motyw przewodni notatki singiel z płyty. Tutaj jeszcze jedna dobro nuta, a na deser mój ulubiony kawałek z albumu, czyli bonus track Heavy Chevy. A ponieważ jest taki strasznie ulubiony, to tu macie jeszcze live’a, oraz panią Howard w całej jej potężnej glorii.

Selekcja gościnna by Goose


BAND: Alabama Shakes
SONG: Hold on
ALBUM: Boys & Girls

YEAR: 2012




Ze względu na współczynnik zajebistości nie mieszczący się na żadnych standardowych wykresach, nie rozumiem zupełnie, jakim cudem ten zespół nie trafił jeszcze na bloga. Nie ma się co rozpisywać! Na dziś jeden z najlepszych utworów rockowych evar, wykonywany przez jeden z najlepszych zespołów rockowych evar, z albumu z superwybitną okładką. Takie kiedyś były intra do albumów, proszę państwa!!!

Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Led Zeppelin
SONG: Whole Lotta Love
ALBUM: II

YEAR: 1969




Dziś czas na muzyczną legendę, choć nie będę udawał, że zdołałem się z nią dobrze zapoznać. Johnny Winter to facet, który łoi bluesa już od 1959 roku, czyli ładną chwilę. To jedno z tych nazwisk, które się zna, nawet jeśli się nie słuchało. Tak było właśnie w tym wypadku, do momentu zasłuchania nowego albumu p.t. Roots. I właściwie na tym prawie koniec recenzji. Album bez żadnych zaskoczeń: cały krążek klasycznego bluesa w najlepszym wydaniu. Jedna z tych płyt, których o rewolucyjność oskarżyć nie można, ale bynajmniej nie przeszkadza to w słuchaniu ich w kółko. A nóżka sama chodzi. Tylko było trochę słabo z wyborem klipów do prezentacji, bo to jednak bądź co bądź pewna nisza. Jak zwykle polecam słuchanie albumu w całości.

Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Johnny Winter
SONG: Dust My Broom
ALBUM: Roots

YEAR: 2011

http://www.youtube.com/watch?v=vR5_mgZIeeI

El Camino to 7 w dorobku zespołu album tak akurat na podsumowanie ich 10-letniej działaności. Całość powstała oczywiście nigdzie indziej jak w Nashville, gdzie od lat już urzęduje Jack White (wokal z White Stripes). Nie miał on jednak nic wspólnego z tworzeniem ani produkcją płyty ale wspominam o nim, bo Black Keys bez dwóch zdań kojarzy się z White Stripes. Oczywiście w ten pozytywny sposób; ten sam gatunek ale każdy z bandów ma ‚to coś’ zupełnie inne. 
Wracajac do muzyki. Cała płytka utrzymana w stylu mocnego retro inspirowana starym dobrym rock&rollem.  Bardzo równa i dobrze zrealizowana. W gruncie rzadko się zdarza, żeby na płycie podobały mi się wszystkie piosenki, a tutaj jestem bliska takiego stwierdzenia. Można nawet nie zauważyć, a po chwili podryguje się tak samo jak pan na teledysku.
Wybór od elanor.
BAND: The Black Keys
SONG: Lonely Boy
ALBUM: El Camino
YEAR: 2011

Dziś czas na muzycznego człowieka dobrej roboty. Tom Waits to właściciel jednego z najbardziej rozpoznawalnych głosów we współczesnej muzyce, chłop, który się trendom nie kłania. Nie bywa, nie pojawia się w czasopismach i reklamach, nie pozwala na wykorzystywanie utworów w celach komercyjnych. Było i tak, że firma po odmowie postanowiła się wycwanić i zatrudniła kogoś z podobnym głosem do zaśpiewania jingla. Waits poszedł z tym do sądu i proces wygrał. Można go jednak czasem zobaczyć na srebrnym ekranie, jeśli uzna, że projekt jest ciekawy. Od 1973 nagrywa sobie pijackie ballady, w których słychać Nowy Orlean, Nowy Jork, prohibicję, amerykańską prowincję, obwoźne wesołe miasteczka, zadymione knajpy pełne wytyranych życiem ludzi i litry burbonu. Czasem trafi się trudny do wysłuchania eksperyment, ale generalnie w większości tworzy melodyjne utwory, których czarne, desperackie poczucie humoru predysponuje je na wieczory z tych mniej radosnych. Na dziś ostatni prezent od Kierownika bloga, czyli album Rain Dogs z 1985. A konkretnie utwór Anywhere I Lay My Head, który jest tytułem albumu z piosenkami Waitsa wydanego niedawno przez Scarlett Johansson. Rain Dogs należy słuchać w całości.
Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Tom Waits
SONG: Anywhere I Lay My Head
ALBUM: Rain dogs
YEAR: 1985



Kenny Wayne Shepherd to takie trochę dziwne zwierzę, młody, biały gitarzysta bluesowy. No bo o ile gitarzyści bluesowi jeszcze istnieją, o tyle o młodych coraz trudniej, a dołożenie filtra [kolor skóry] z pewnością nie ułatwia poszukiwań. Kenny w tym roku wydał z wytwórnią Roadrunner nowy album pod tytułem How I Go. Jego zawartość jest równie rewolucyjna co tytuł i okładka. Nie zrozumcie mnie Państwo źle: Kenny radzi sobie nieźle. Nagrał krążek pełen solidnych, klasycznych bluesowych, a może raczej blues-rockowych utworów i gitarę potrafi obsługiwać. Ale na tej klasyczności i solidności chyba problem polega. Przez cały właściwie album miałem wrażenie, że w sumie fajne to, ale tak się gra już ze dwie i pół dekady na bidę. Na potwierdzenie mojej teorii mamy na płycie fafnaste, o ile nie fafśdziesiąte już wykonanie Beatlesowego Yer Blues, które nie wnosi do utworu absolutnie nic ciekawego. W odpowiednim nastroju krążka fajnie się słucha, ale albo w głowie pojawiają się obrazy radujących się rednecków, albo wrażenie, że brak pomysłu na „to coś” próbuje się przykryć mocniejszym przesterem albo agresywniejszą solówką – taka proteza czadu i wykopu. Czyli generalnie można, ale legenda bluesa to to nie będzie. I tak to bywa z białymi bluesmanami…

Selekcja gościnna by Goose.
BAND: Kenny Wayne Shepherd
SONG: Oh, Pretty Woman
ALBUM: How I Go
YEAR: 2011



Dziś wchodzimy w temat rzeka czyli nasz rodzimy zespół, kultowy Dżem. Pisać o zespole można sporo tym bardziej o kontrowersjach związanych z Ryśkiem, dlatego lepiej będzie jak bardziej dociekliwych i też chętnych do rozmyślania nad złą i bardziej złą stroną narkomanii Riedla odeślę do obejrzenia bardzo dobrego dokumentu/filmu Sie macie ludzie. Poziomem przewyższa na pewno Skazanego na bluesa i ma też parę fajnych niepublikowanych wywiadów z liderem zespołu. 
Dzisiejsza płyta jest drugą w dorobku zespołu. Nagrali ją w około 40h dlatego też ostatni kawałek Klosz jest już podobno zupełną improwizacją wokalisty. 
Wybór od elanor.
BAND: Dżem
SONG: Naiwne Pytania
ALBUM: Zemsta nietoperzy
YEAR: 1987 

Osobiście fanem blues’a czy blues-rock’a nie jestem. Jednakże na dziś album, który zawiera utwór genialny – Layla z płyty Layla and Other Assorted Love Songs z roku 1970. Świetna gitara Eric’a Clapton’a pod szyldem zespołu Derek & the Dominos. Dość ciekawa sprawa, bowiem Clapton jest jedyną osobą, która jest w Rock and Roll Hall of Fame odnotowana aż trzykrotnie – raz jako artysta solowy oraz pozostałe dwa razy jako członek The Yardbirds i Cream. Wracając jednak do naszego dzisiejszego kawałka – składa on się z dwóch części, z czego druga pojawiła się w filmie Goodfellas (Chłopcy z Ferajny) pana Scorsese - jeden z najlepszych fragmentów filmowych w historii (UWAGA! OGLĄDNIĘCIE TEGO FRAGMENTU PSUJE SPORĄ CZĘŚĆ FILMU! obejrzyj cały film, a nie tylko ten fragment! :P).
Co jeszcze z ciekawostek? Album dzisiejszy znajduje się na 115 miejscu 500′ki Rolling Stone’a oraz 89 miejscu top wszech-czasów VH1. Dodatkowo krążek znajduje się w Grammy Hall of Fame (czyli chyba jednak warto sprawdzić co to).
Wybór od mjg.


BAND: Derek & the Dominos
SONG: Layla
ALBUM: Layla and Other Assorted Love Songs
YEAR: 1970

  • RSS