bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: alternative-rock

Dzisiejszy album brzmi jak coś, czego słuchają te dzieciaki, które mnie tak strasznie wkurzają. Siakiś taki kinderpunk. Jest to krążek amerykańskiej grupy Paramore. Los chciał, że album nie trafił do mnie w całości, natomiast dzięki wspomaganemu etanolem grupowemu słuchaniu muzyki (Katia, Stephen – dzięki!) potknąłem się o prezentowany dziś kawałek. Taki słodziutki, kochany jest po prostu, spodobał mi się. A że nie pobieram pojedynczych utworów, zgarnąłem cały album. Jest zupełnie inny niż delikatne The Only Exception oraz akustyczne Misguided Ghosts, ale jestem gotowy przyznać, że nie jest taki głupi ten kinderpunk. Oprócz wyżej wymienionych dwóch, żaden utwór szczególnie się nie wyróżnia, ale dobrze się tego słucha. Głośno.
Oprócz tego milutka ta pani wokalistka…

BAND: Paramore
SONG: The Only Exception
ALBUM: Brand New Eyes
YEAR: 2009

Nie ważne czy czytam o różnicy między pojawianiu się prądu elektrycznego na skutek gradientu temperatur czy też na skutek ogrzewania lub chłodzenia. Nie ważne czy mieszasz w kuchni beszamel tak aby nie zgęstniał w kluskę. Nie ma takiej możliwości żeby robić to bez wprawienia ciała w energiczny ruch i tzw. przytup nóżką słuchając nowego owocu projektu Kim Nowak. Kawałek Prosto w ogień ma takie brzmienie, które bezsprzecznie przywołuje mi na myśl Pulp fiction.  Okno to numer, o którego słuchanie mało kto mógłby mnie podejrzewać, ze względu na bardzo mocny początek. Jest to chyba kawałek, który najgłębiej zapada mi w umysł i towarzyszy najdłużej po wyciszeniu głośników. Nie gorsza jest piosenka Noc. W wybraniu najlepszej piosenki w wykonaniu braci Waglewskich niezwykle trudno byłoby sklasyfikowanie jakich utworu wpisując go na ostatnie miejsce. Tak dobre wrażenie wywarł na mnie album, który powstał z miłości Fisza i Emade do muzyki rockowej i fascynacji heavy metalem i innymi równie ciekawymi nurtami.

Z tej bardzo sympatycznej muzycznie kombinacji wybrałam Krew, która pozwala poczuć klimat krążka i za tekst: „mam cienką skórę pod nią krew”.

P.S. Notatka powstała w wyjątkowych okolicznościach dlatego, że nie mogąc już cofnąć czasu i być na koncercie w mieście Wawelskiego Smoka postanowiłam uchronić świat przed przegapieniem Wilka.

z przyjemnością przesłuchała panipilarz

BAND: Kim Nowak

SONG: Krew

ALBUM: Wilk

YEAR:2012



Na dziś album z kategorii doskonałych, jedna z najlepszych rzeczy, jakie mam w swoim posiadaniu, oraz muzyk niekoniecznie znany, choć z kategorii legend. The Night to ostatni album grupy Morphine, wydany już po śmierci rzeczonej legendy, czyli frontmana i wokalisty, Marka Sandmana. Pomijając już w-uj-zajebiste nazwisko, głównie dzięki niemu, jego barytonowi i nisko strojonym, osobiście wymyślanym (dwustrunowa, slide’owa gitara basowa) zespół miał charakterystyczne mrucząc0-buczące brzmienie. Dokonania muzyczne podsumował jednak swoim zgonem, wielokrotnie bardziej rockandrollowym niż wszystkie płuca zarzygane po przedawkowaniu razem wzięte. Zmarł w trasie, podczas koncertu we Włoszech. Najprawdopodobniej na skutek połączenia nałogu tytoniowego, koncertowego stresu, wysiłku oraz temperatury powyżej 35 stopni Mark Sandman stracił przytomność i upadł na scenę. Nie udało się go odratować. Narkotyków nie używał.
Szkoda chłopa. Tak „cool” brzmienie często się nie zdarza. Dlatego posłuchajcie tego albumu w całości, jeśli możecie. Oprócz prezentowanej nuty, spośród tej doskonałości wyłowić na więcej słysznięć warto The Night, Top Floor, Bottom Buzzer, A Good Woman Is Hard to Find, oraz I’m Yours, You’re Mine.
Jeżeli za parę dni mi nikt nie zgłosi, że go chwyciło i zainteresował się Morphine głebiej, będę mocno rozczarowany.
P.S. Dla leniwych, żeby nie było, linkuję do wymienionych kawałków.

BAND: Morphine
SONG: So Many Ways
ALBUM: The Night
YEAR: 1999/2000


Terrible Disease to w swojej kolekcji bankowo nie macie! Uruchomili się chyba gdzieś w 2010, działają w Stargardzie Szczecińskim, a znam ich stąd, że kolega ze studiów (tych dziwniejszych) łoi na gitarze i wyje w mikrofon też. Z wielką przyjemnością dowiedziałem się, że jest pierwszy produkt, a z jeszcze większą otrzymałem pliki i dokonałem odsłuchu. W sklepie tego nie kupicie, ale zapraszam do słuchania na profilu na soundcloudzie, a potem na profil facebookowy (
http://www.facebook.com/terribledisease
), gdzie są instrukcje jak przedsięwzięcie można wesprzeć finansowo na wypadek spodobania się, tudzież otrzymać fizyczną kopię albumu. Album na fejsbuku reklamuje kot, czyli że warto kupić. Wybaczcie Państwo niewymiarową grafikę – nie było nigdzie pliku kwadratowego, a taka właśnie przełamana piguła jest na okładce. Nie jestem aż tak pracowity, żeby znaleziony plik osobiście przerabiać na kwadrad. Przeżyjecie.

Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Terrible Disease
SONG: Wakawaka
ALBUM: Terrible Disease

YEAR: 2011

Multiinstrumentalista i uciekinier z paczki Nicka Cave’a, Mick Harvey, nagrał solowy album. Solowy, w sensie „zawierający jego piosenki, a nie covery”, oraz w sensie „będąc multiinstrumentalistą nagrał większość instrumentów”. Dotyk Cave’a słychać wyraźnie: płyta składa się z ballad, czyli w tekstach są historyjki, czasem łamią się serca, a innym razem leje się krew. Bardzo dobra propozycja na spokojniejszy czas. W linku jest co jest, choć najbardziej w głowie zostaje supermelodyjne The Bells Never Rang.
Selekcja gościnna by Goose.



BAND: Mick Harvey
SONG: How Would I Leave You
ALBUM: Sketches from the Book of the Dead

YEAR: 2011


Dzisiaj pierwszy ‚nieświąteczny’ album w moim zestawieniu. Learning to Crawl to trzeci krążek studyjny brytyjskiej kapeli The Pretenders. Nagrywanie tego albumu zbiegło sie w czasie ze śmiercią dwóch członków zespołu, dlatego tematyka dotyczy tym razem nieco powazniejszych tematów w różnym wydaniu. Na dzisiaj 2000 miles; świąteczna, ale smutna piosenka dedykowana zmarłemu gitarzyście Jamesowi Honeyman-Scottowi.

Wybór od elanor.

BAND: The Pretenders
SONG: 2000 miles
ALBUM: Learning to Crawl
YEAR: 1984


Na dziś znów wspominki z lat 90. i dyskotek szkolnych. Alanis Morissette w 1995 wyzbierała kupę nagród i podbiła wszystkie listy przebojów za pomocą albumu Jagged Little Pill i prezentowanego dziś singla, dla którego to wszystko ściągnąłem Okazało się, że jest tam trochę przyjemnych utworów. Co prawda podstarzały się nieco, a perkusja jest tak „nineties”, że aż w uszy boli, ale jest to jednak brzmienie, które pamiętam z dzieciństwa, więc jednak wywołuje sentymentalny uśmiech. Poza tym w sumie Alanis ma dość interesujący głos (też „nineties”). Generalnie można, a dzisiejszy hicior jest w sumie strasznie głupiutki i naiwny, ale i tak jest hiciorem. A jako bonus utwór Ironic, przerobiony tak, żeby – w przeciwieństwie do oryginału – faktycznie było w nim choć trochę ironii.

Selekcja gościnna by Goose.

BAND: Alanis Morissette
SONG: Ironic
ALBUM: Jagged Little Pill
YEAR: 1995



Osobiście wielkim fanem muzyczki gitarowo-wokalnej (w sensie takiej, gdzie nie ma przesteru i perkusji) nie jestem. Ale na dziś album z tej właśnie kategorii. Zawiera on utwór, który wykonywany był przez kilku artystów w rozmaitych wersjach: pierwotniej, Cohenoskiej, mocno spopularyzowanej Wainwrightowo-Shrekowej i jeszcze innych. Dzisiejszy wariant jest świetny – konkurencyjny wobec oryginału. Jak chodzi o ilość emocji włożoną w piosenkę, Jeff Buckley jest moim zdaniem lepszy od mruka Cohena. Nawiasem mówiąc, Jeff był na tym blogu wspominany już wcześniej, w kontekście swojej tragicznej śmierci. Generalnie szkoda chłopa, bo czuł muzykę i może jeszcze dużo dobrego by zrobił.

P.S. W głównym linku wersja albumowa. W promocji tu jeszcze wersja studyjno-dyferencjalna oraz live.


Selekcja gościnna by Goose.



BAND: Jeff Buckley
SONG: Hallelujah
ALBUM: Grace
YEAR: 1994

Dzisiejszy band jest miła odmianą od muzyków z Visual Kei, którzy mimo, że robią w miarę dobrą muzykę jednak wyglądają jak wyglądają (o np TUTAJ sobie tak wyglądają). The Back Horn na szczęście całkowicie się uchował od tego przebieranego szaleństwa. Może dlatego, że zespół już niemłody i w głowie mają inne rzeczy. W sumie to ciężko ich określić jednym słowem chociaż głównie grają rock alternatywny. Z domieszkami. Chłopaki lubią sobie wpleść w muzykę a to jakiś motyw latynoski, a to znowu mocniejszego riffa zrobią przejdą też przez indie, żeby w końcu wleźć w grunge. Pomysłowo, trochę brudno i z pazurem.
PS. Po przesłuchaniu paru kawałków doszłam do wniosku, że brzmią jak japońska wersja Myslovitz. Niedowiarkom polecam sprawdzić na własnych uszach.
Wybór od elanor. 


BAND: The Back Horn
SONG: Tozasareta Sekai
ALBUM: Asylum
YEAR: 2010

Gra? to drugi album grupy L-dópa (El dupa, El dojpa, czy jak się tam komu podoba), czyli w gruncie rzeczy ludzi z okolic okołostaszewskich. Jak większość produktów Kazika Staszewskiego jest z przymrużeniem oka, tak tę twórczość trudno uznać za coś innego niż czysty wygłup. Ale jest w sumie trochę niezłych muzycznie utworów, np. El Dupa gra, Debata polityczna, czy prezentowany dziś singiel Moherowy ninja. Poleca się teledysk, w którym podziwiać można mrożące krew w żyłach sceny walki oraz kocią zwinność i boskie ciało tytułowego ninjy.
Selekcja gościnna by Goose.
BAND: L-dópa
SONG: Moherowy ninja
ALBUM: Gra?
YEAR: 2007




  • RSS