Jakby się ktoś zastanawiał, czemu przerwa świąteczna na blogu trwała ponad miesiąc, to proszę pamiętać, że jestem na innym kontynencie, więc jest różnica czasu.
A poza tym historia zatoczyła krąg. Kiedyś, gnojkiem małym będąc, mocno amuzycznym przy tym, wiedziałem tylko tyle, że lubię starego rock and rolla. Więc jak mnie kiedyś przywiało do sklepu z płytami, to szukałem czegoś z tej kategorii, chociaż o konkretach nie miałem pojęcia. Znalazłem podczas tego procesu następującą płytę:
W to mi graj! Jest napisane, że rock’n roll, na okładce butelka coca-coli czy czegoś, to mi się od razu skojarzyły do kompletu szafy grające, dinery z kelnerkami na wrotkach i cały ten zestaw. Bierzemy! Nie zauważyłem tylko, że u góry jest napisane 1980-1984, czyli tak z ćwierć wieku za późno w stosunku do tego, czego szukałem. Jak się zorientowałem, była lekka załamka – w końcu kupno płyty to wtedy nie przelewki były. Ale zacząłem słuchać i okazało się, że nie jest najgorzej, bo zupełnie niechcący kupiłem na tym CD rewelacyjny kawałek z Pogromców duchów. Udobruchałem się sam. Oprócz tego było kilka innych niezłych nut, ale na drugim miejscu, zaraz po Ghostbusters był kawałek Centerfold, który – oprócz tego, że wpadał w ucho – śpiewany był na tyle wyraźnie, że rozumiałem prawie każde słowo, choć nie do końca chwyciłem wtedy, o co chodzi. To przyszło nieco później, w miarę poprawiania się angielskiego, i z pewnym zaskoczeniem… Anyway, od tego czasu zawsze tę piosenkę lubiłem, ale nie interesowałem się resztą twórczości zespołu. Przewijamy o dobre kilkanaście lat do przodu. Jest rok 2012. Łukasz szuka czegoś zespołu The J. Geils Band, bo wyczytał, że jego członek, Richard Salwitz, znany pod wybitnie zachęcającym pseudonimem artystycznym Magic Dick, stanowi pewnego rodzaju legendę w świecie harmonijki ustnej. Okazuje się, że o płyty zespołu trochę ciężko, zwłaszcza o te pierwsze, bluesowe i blues-rockowe. Jedyna, jaką udaje się ściągnąć to Freeze Frame z 1981, już po znacznej muzycznej przemianie zespołu. Teraz grają rocka, ale zupełnie innego, są lata 80., harmonijki co kot napłakał, ale… na płycie trafiam na Centerfold! Historia zatoczyła krąg! Kiedyś, gnojkiem małym będąc, mocno amuzycznym przy tym…
Nie no, nie przesadzajmy z tym zapętlaniem. Chyba trochę przynudziłem, ale to jest mój blog (a właściwie to mojego brata), więc mogę nudzić jak mi się podoba. Brat, mogę nudzić jak mi się podoba? W każdym razie chciałem powiedzieć, że wreszcie wiem, skąd jest fajna nuta z dzieciństwa i cieszę się z tego jak głupi. A jeszcze do tego dziś po raz pierwszy grzebnąłem i znalazłem teledysk do tej nuty. Miejscami jest dość ciekawy…
Piosenka też opowiada o odkryciu po latach: podmiot liryczny w LO kochał się w nadobnym dziewczęciu, które po skończeniu szkoły zniknęło mu z pola widzenia, aż do momentu ponownego odkrycia jej… na rozkładówce czasopisma skierowanego do mężczyzn, w stroju mocno niekompletnym. Najpiew ból serca i załamka, bo jakże to? Jego aniołek z młodości teraz takie rzeczy?!?!? A potem przychodzi refleksja, że już nie mamy 15 lat i rzeczywistość wygląda nieco inaczej (podobnie zresztą jak aniołek), po czym następuje odgrzebanie starego numeru telefonu w celu umówienia się na randkę wielce obiecującą, jako że w moralności dziewczęcia powstały chyba przez lata pewne ubytki, ale za to w wyglądzie zewnętrznym pewne postępy. Nie ma to jak love story! <ukradkiem ociera łzę>
A J. Geils Band brzmi zupełnie inaczej niż się spodziewałem. Trzeba będzie poszukać starszych pozycji. Freez Frame jest za to bardzo dobrym albumem, bardzo chwytliwym, prawie bez słabych punktów. Słuchać w całości.
BAND: The J. Geils Band
SONG: Centerfold
ALBUM: Freeze Frame
YEAR: 1981