bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2012

Cream to produkt z Wielkiej Brytanii, który wszedł na stałe do historii rocka. Najbardziej obecnie rozpoznawalne nazwisko w grupie to Eric Clapton – człowiek-instytucja, który występował już na blogu solo, oraz w ramach grupy Derek and The Dominos z doskonałym utworem Layla. Był to czas przed jego autokastracją i przeskokiem na zabawy wielce akustyczne. Na Disraeli Gears mamy do czynienia z rockiem czasem bardziej bluesowym, a czasem bardziej psychodelicznym (co wymownie sugeruje okładka). Krążek uplasował się na 114. miejscu listy 500 najlepszych albumów wszechczasów magazynu Rolling Stone, co wydaje się sporym osiągnięciem, biorąc pod uwagę, że nagrywano go podobno raptem trzy dni. Nazwijcie mnie profanem, ale nie powalił mnie ten krążek. Solidna robota, ale skarpetki nie spadają. Wokal umiarkowanie ciekawy, a we wszystkim na mój gust trochę za mało pazura. Najciekawsze są partie, kiedy grupa przechodzi w zbiorową improwizację. Lekkie rozczarowanie jak na markę, którą stanowi legendarne Cream. Ale w tym wszystkim jest jeden skarb – prezentowane Sunshine of Your Love, czyli jeden z najlepszych riffów eva, numer 65 na liście najlepszych piosenek wszechczasów Rolling Stone i różne inne numery w fafnastu innych rankingach.
Swoje preferencje określiłem dość wyraźnie, ale reszta też nie boli. Strange Brew brzmi dobrze, Tales of Brave Ulysses też, a Take It Back ma najbardziej klasycznie rockowe brzmienie na krążku – na tym nie można się przejechać.

BAND: Cream
SONG: Sunshine of Your Love
ALBUM: Disraeli Gears
YEAR: 1967

Nie ważne czy czytam o różnicy między pojawianiu się prądu elektrycznego na skutek gradientu temperatur czy też na skutek ogrzewania lub chłodzenia. Nie ważne czy mieszasz w kuchni beszamel tak aby nie zgęstniał w kluskę. Nie ma takiej możliwości żeby robić to bez wprawienia ciała w energiczny ruch i tzw. przytup nóżką słuchając nowego owocu projektu Kim Nowak. Kawałek Prosto w ogień ma takie brzmienie, które bezsprzecznie przywołuje mi na myśl Pulp fiction.  Okno to numer, o którego słuchanie mało kto mógłby mnie podejrzewać, ze względu na bardzo mocny początek. Jest to chyba kawałek, który najgłębiej zapada mi w umysł i towarzyszy najdłużej po wyciszeniu głośników. Nie gorsza jest piosenka Noc. W wybraniu najlepszej piosenki w wykonaniu braci Waglewskich niezwykle trudno byłoby sklasyfikowanie jakich utworu wpisując go na ostatnie miejsce. Tak dobre wrażenie wywarł na mnie album, który powstał z miłości Fisza i Emade do muzyki rockowej i fascynacji heavy metalem i innymi równie ciekawymi nurtami.

Z tej bardzo sympatycznej muzycznie kombinacji wybrałam Krew, która pozwala poczuć klimat krążka i za tekst: „mam cienką skórę pod nią krew”.

P.S. Notatka powstała w wyjątkowych okolicznościach dlatego, że nie mogąc już cofnąć czasu i być na koncercie w mieście Wawelskiego Smoka postanowiłam uchronić świat przed przegapieniem Wilka.

z przyjemnością przesłuchała panipilarz

BAND: Kim Nowak

SONG: Krew

ALBUM: Wilk

YEAR:2012



Proszę Państwa, oto Chief. Chief jest jednym z moich nocnych amigos, choć nasze profesjonalne się rozeszły. Chief jest młodzieńcem spostrzegawczym i wyczulonym na głupotę życia codziennego, a wyczulenie to przekuwa w słowa. W 2011 słowa te spisał, a w 2012 nagrał. Nie ma co tu za wiele gadać – jak kogoś interesuje, to Stevie sam się wypisał po angielskiemu pod swoimi kawałkami. A ja mam teraz superhipsterską satysfakcję, bo tego krążka bankowo żadne z Was w kolekcji nie ma. Na soundcloudzie jest jednak do posłuchania w całości, więc nie smutkujcie zbytnio.
BAND: Chief
SONG: Big Chief
ALBUM: Universal Hip-Hop
YEAR: 2012

Nic dodać nic uciąć. Tak bym powiedziała nawiązując lekko do formacji The Knife, która bezsprzecznie kojarzy się nie tylko mi z dzisiejszymi artystami. Żegnam październik wspomnieniem czerwca czyli genialnym występem Niki And The Dove na krakowskim festiwalu muzyki elektronicznej- Burn Selector Festival. Tak zaczęłam po raz milionowy odsłuchiwanie najnowszego albumu Niki tydzień temu. Co mi przerwało? Ważne, że mogłam dzisiaj kontynuować. Pogoda niezmiennie zachęcająca do poznawania bliżej przytulnych kątów pomieszczeń wewnętrznych a do tego jak nic przydaje się dobra muzyka. Mi taka energetyczna i pełna entuzjazmu w zupełności zastępuje słońce. Polecam sprawdzić czy ktoś też tak ma. Wracając do albumu, bo prawie znowu od niego odeszłam…  Fantastyczne jest to, że debiutancki album Instinct można calutki odsłuchać pod tym adresem. Szwedzki krążek zaczyna się utworem Tomorrow. Trochę kojarzy mi się to z powstawaniem tego wpisu, które nie powiem głośno ile już trwa. Jak już na dobre damy się porwać charyzmatycznej wokalistce Malin to podróż skończymy (oby nie tytułowo Under the Bridges !) z wielką wolą działania. Gdybym była DJ-em nie muszącym się martwić o to, że nie wypada nacisnąć play i zostawić tłum z jedną płytą to Niki And The Dove często towarzyszyliby moim występom. Z całego serca uwielbiam utwór The Drummer . The Gentle Roar za jego egzotyczne brzmienie i takowe w kawałku Mother Protect zasługuje według mnie na szacunek i uwielbienie. Jeśli chodzi o utwory uspokajająco-kojące to z trudem takie wyszukuję w tym zestawie. Do łagodnego kołysania Last Night oraz In Our Eyes choć nie jestem przekonana, czy przyniosą pożądane rezultaty.

Niech listopadową kompozycją będzie piosenka The Fox dla wielbicieli głosu Malin.

BAND: Niki And The Dove

SONG: The Fox

ALBUM: Instinct

YEAR: 2012


z przyjemnością przesłuchała panipilarz

Bob Dylan już był, ale wyjątkowo się powtórzę w ramach mojego nieoficjalnego cyklu newyorkiana. Nuta pochodzi z debiutowego albumu Boba Dylana pod tytułem – szok- Bob Dylan. W prezentowanym utworu Bob Dylan – jak przystało na Boba Dylana – zgrywa buraka i z buraczanym akcentem śpiewa o dziejach buraka przybyłego do Nowego Jorku. Źle – och, jak źle! – mu się działo, bo najpierw nie mógł ogarnąć, że domy takie wielkie, a ludzie chodzo pod ziemio, potem była zima, a potem mu nie chcieli płacić za śpiewanie, bo brzmiał jak burak, a potem przestał śpiewać i zapisał się do związków (niech piekło nowojorskie związki zawodowe pochłonie) i działo mu się trochę lepiej, ale potem znowu mu się działo źle, bo go oszukali, decydenci! A dykta ciężka! Więc się artysta-burak zebrał w sobie i wyprowadził się, hen, daleko od złego Nowego Jorku, za rzekę, o pół godziny jazdy od Manhattanu. Esencja życia w NYC, normalnie. Chyba, że o jakie inne East Orange chodzi. Kawałek tak głupi, że aż fajny – podobuje mi się.
Na reszcie albumu Bob Dylan brzdąka na gitarze i pluje w harmonijkę i gra buraka i jest bardzo fajnie i folkowo. Można posłuchać całości, bo jest zabawna, tudzież warto zwrócić uwagę na inną niż standardowaanimalsowa interpretację Domu wschodzącego słońca. Tylko brzmi trochę dziwnie, bo została nagrana dwa lata przed tym, jak Animalsi odkryli, że jak facet śpiewa w pierwszej osobie jako kobieta to jest podejrzane. Było to epokowe odkrycie i od tego czasu wolno już było zmieniać teksty piosenek jeśli cover brzmiał głupio z oryginalnym.
BAND: Bob Dylan
SONG: Talkin’ New York
ALBUM: Bob Dylan
YEAR: 1961

  • RSS