bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2012

416. M

2 komentarzy


„M” jak mama, maliny, miś, malibu, malwa, mruczanki, muzyka. Do wyboru: Męskie Granie, Miike Snow, Metric, Mark Ronson, Mylo, Magnetic Man, Miss Kittin, Mstrkrft. Ostatnio zaprzyjaźniam się ze słowem kompromis ale dzisiaj wyjątkowo zamiast jednej wisienki wielki tort z mnóstwem wiśni na wierzchu! Posmakujcie uszami :}

Muzycy to wojownicy | A Horse Is Not a Home | Collect Call
Bang Bang Bang | Zenophile | Flying into Tokyo
Nurse | Work on You | Chocolate Cake

z przyjemnością przesłuchała panipilarz

Carey Bell był bluesmanem, którego kariera obejmowała prawie cztery dekady. Chodzący obraz bluesa: pan o dość „nienachalnej urodzie” (patrz: karykatura), łącznie z brakującymi zębami. Grał na gitarze elektrycznej, ale bardziej znany jest jako jeden z klasyków harmonijki „w sosie chicagowskim”, czyli podanej poprzez wzmacniacz i fuzz. Czyli najsmaczniejszej. Powielając schemat typowy dla tego gatunku muzycznego porodził się on na południu, w stanie Mississippi, a potem powędrował pod prąd wielkiej rzeki aż do stolicy bluesa, Chicago, gdzie na harmonijce gra się z elektrycznością. Zniknął stosunkowo niedawno, w 2007 roku, a po drodze grał z tuzinem największych nazwisk w gatunku.
Dziś posłuchamy czegoś z pod własnego szyldu pana Bella. Heartaches and pain to doskonały album bluesowy unikający monotonności dzięki obecności klasycznych „smutów” jak i utwórów bardzo żywych. Jeżeli przy otwierającym instrumentalu Carey Bell Rocks ani raz nie podskoczy Wam nóżka, radzę sprawdzić sobie puls – być może już nie żyjecie. Doskonałe pianino i harmonijka na najwyższym poziomie, a i gitarze i basowni niczego nie brakuje.

BAND: Carey Bell
SONG: Everything’s Gonna Be All Right
ALBUM: Heartaches and Pain
YEAR: 1977
Homogenic to 4. album w dorobku islandzkiej artystki-instytucji Björk. Kupa ciekawej elektroniki. Brzmi to wszystko mniej więcej tak, jak Björk wygląda, czyli dziwnie, ale intrygująco. Ale jakież to w końcu ma być, jeżeli artystka porodziła się i wychowała na ex definitione dziwnej Islandii? Jak Państwo zauważyli pewnie, dziś dwie okładki. Lewa jest okładką albumu, prawa zaś – prezentowanego dziś singla z niegoż. Nie mogłem się ograniczyć tylko do jednej, bo obie są przepiękne. Muzyka, wygląd artystki oraz graficzna oprawa albumów… Wszystko to wskazuje na jedną rzecz: Björk ma pomysł. Rzut oka na teledysk do Bachelorette również to potwierdzi. Jedna z najciekawszych i najbardziej pomysłowych historii jakie w teledyskach opowiedziano. Wewnętrzne zapętlenie historii i jej coraz większe oddalenie od rzeczywistości to mokry sen każdego młodego literaturoznawcy.
Wróćmy do muzyki. Cała płyta składa się z mniej lub bardziej zakręconej elektroniki, której mocnymi punktami są Hunter, Jóga, czy Bachelorette właśnie. Na Immature i All Is Full of Love też warto zawiesić ucho. Aktualnie po raz pierwszy konsekwetnie zabieram się do Björk, więc nie ogarnąłem jeszcze całości zjawiska, ale obecne oraz uprzednie doświadczenia wykazują, że ta muzyka doskonale nadaje się na późnojesienne późnowieczorne posiedzenia ze znajomymi, kiedy to nikomu się nic nie chce, a zwłaszcza wychodzić z domu, więc siedzi się przy napitku jakim i słucha dobrej muzyki. A potem wszyscy zasypiają. Zakręćta tym krążkiem w napędzie więcej niż raz, warto. I nie zestarzał się pieron ganc!
P.S. Wybaczcie Państwo, że cały ubiegły tydzień bez notatki zleciał. W niedzielę gotowy byłem do pisania, ale ten nowy blogowy system szwankuje nieco i nijak się tu dostać nie mogłem. Może dziś jeszcze trochę nadrobię.
BAND: Björk
SONG: Bachelorette
ALBUM: Homogenic
YEAR: 1997
Mam zasadę, że nie wrzucam tutaj składanek, „debestów” i antologii, ale dziś zrobię wyjątek, ponieważ chciałem zaprezentować coś z kategorii „newyorkiana”, a oryginał wyszedł pierwotnie chyba tylko jako singiel. „Debest” dotyczy Bena E. Kinga. Jeżeli Wam to nic nie mówi, to proponuję sobie przyjmnieć Stand by Me. To oryginalne.
Mimo że King urodził się w Północnej Karolinie, a już w latach 60. zamieszkał w New Jersey, jakiś czas przemieszkał w dzielnicy Harlem i stworzył dzisiejszą, świetną piosenkę o jej bardziej wschodnim, latynoskim fragmencie. Kawałek opowiada o tamtejszym egzotycznym kwiecie, który kwitnie wyłącznie w nocy, przebijając się przez beton Manhattanu. Tak to już jest z tutejszymi kwiatami… Nie wiem, czy Kingowi chodziło  o jakiś konkretny kwiat, ale jeżeli tak, to po takim prezencie kwiat z pewnością dał się zerwać i przesadzić do jego ogródka.
Składaneczkę warto przesłuchać całą. Ben E. King jest świetnym piosenkarzem, więc dużo tu świetnych „oldies”. Nie można przecież nie lubić takich kawałków jak Dream Lover, Stand by Me właśnie, Will You Still Love Me Tomorrow czy Young Boy Blues.


BAND: Ben E. King
SONG: Spanish Harlem
ALBUM: Ben E. King – The Ultimate Collection
YEAR: 1960/1990

Kapela z dzisiejszego albumu, jak łatwo można wywnioskować z okładki, pochodzi z Japonii. Nie jest to jednak tak zwyczajny zespół! Loudness powstało w 1981 roku jako zbieranina muzyków z innych grup, jednak głównym twórcą był aktualny gitarzysta Akira Takasaki. Ich wyjątkowość o której wspomniałam wcześniej polega na tym, że pomimo braku zainteresowania metalem w tamtym okresie w Japonii ich drugi oraz trzeci studyjny album osiągnął taką popularność, że aż wybrali się na trasę koncertów nie tylko w swoim kraju ale też po Europie i Ameryce. Niedługo potem wydali płytę anglojęzyczną Thunder in the East, która jako pierwsza ( z Japonii) osiągnęła sukces komercyjny w USA i zajęła 74 miejsce na liście Billboardu.

Na krążku znajdziemy 10 świetnych kawałków nie ustępujących wcale metalowym hitom lat 80tych. Słuchając płytki ciężko nie zwrócić uwagi na gitarzystę, który tak jak z resztą cała kapela z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów jest nadal mało znany i niedoceniany.

PS. Ja również nie rozumiem tego co się dzieje na klipie.

BAND: Loudness
SONG: Never Change Your Mind
ALBUM: Thunder in the East
YEAR: 1985

  • RSS