bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2012

Dobra, podejście drugie, rekonstrukcja,bo wczoraj mi cały tekst zeżarło…

Dziś muzyczka polska z posmakiem kultur zagranicznych. Anna Maria Jopek, marka stara i solidna, wymodziła muzyczny tryptyk pod zbiorczym tytułem Lustra. Składają się na niego trzy albumy, a idea ich taka: weźmy piosenki tradycyjne i ludowe (choć nie tylko) i domiszajmy wszędzie jazz, a na krążku Haiku jeszcze dodatkwo japońszczyznę (zaskakujące, nie?), zaś na Sobremesa portugalszczyznę, wstrząśnijmy, zobaczmy, co wyjdzie. Moim zdaniem wyszło nieźle, choć ze względu na uraz z pracy portugalska część tryptyku siadła najmniej (Brazylia to ciężki kraj, ciężcy ludzie…). Haiku i Polanna za to bardzo fajne. Podsuwają świeże spojrzenie na polską ludowszczyznę, której teraz bez popowo-rockowych udziwnień raczej się nie tyka. Plus kobieta potrafi robić autentycznie porywające rzeczy z głosem.

P.S. Małe odniesienie do notki 409… Jestem mocno rozczarowany.

BAND: Anna Maria Jopek
SONG: O mój rozmarynie
ALBUM: Haiku (Lustra)
YEAR: 2011
Slippery When Wet to trzeci studyjny album formacji Johna Bongioviego (później został Jonem Bon Jovi). Poprzednie krążki, raczej niskich lotów, nie przysporzyły chłopakom sławy, a wręcz utrudniały dalszy rozwój kariery. Dopiero współpraca z średnio znanym wtedy jeszcze producentem otworzyła im drzwi do sukcesu. Ten okazał się taki, jakiego raczej nie mogli się spodziewać – 25 milionów sprzedanych egzemplarzy na całym świecie, co uczyniło ją najlepiej sprzedającą się z całego dorobku.  Początkowo nie mieli za bardzo pomysłu na tytuł,dlatego dzień w dzień szukali inspiracji w nocnym klubie i pomysł przyszedł sam. Na pierwszy rzut okładka miała wyglądać więc jak ta u góry, po prawej, niestety Bon Jovi nie polubił różowej ramki i mamy czarny, mokry worek na śmieci (za to w Japonii bardzo polubili i większość wydań jest właśnie z taką).
Jeśli chodzi o zawartość, to takich hitów jak Livin’ on a Prayer, czy You Give Love a Bad Name chyba nie muszę za bardzo przedstawiać. Mogę nawet powiedzieć, że jeśli ktoś je polubił to na pewno cała reszta też przypadnie mu do gustu. Płyta przeznaczona do słuchania w całości, bez wyjątku. Mamy i mocnego rocka i ballady i coś pośredniego, własnie jak dzisiejsze, świetne Wanted Dead or Alive 

BAND: Bon Jovi
SONG: Wanted Dead or Alive
ALBUM: Slippery When Wet
YEAR: 1986

Na dziś album z kategorii doskonałych, jedna z najlepszych rzeczy, jakie mam w swoim posiadaniu, oraz muzyk niekoniecznie znany, choć z kategorii legend. The Night to ostatni album grupy Morphine, wydany już po śmierci rzeczonej legendy, czyli frontmana i wokalisty, Marka Sandmana. Pomijając już w-uj-zajebiste nazwisko, głównie dzięki niemu, jego barytonowi i nisko strojonym, osobiście wymyślanym (dwustrunowa, slide’owa gitara basowa) zespół miał charakterystyczne mrucząc0-buczące brzmienie. Dokonania muzyczne podsumował jednak swoim zgonem, wielokrotnie bardziej rockandrollowym niż wszystkie płuca zarzygane po przedawkowaniu razem wzięte. Zmarł w trasie, podczas koncertu we Włoszech. Najprawdopodobniej na skutek połączenia nałogu tytoniowego, koncertowego stresu, wysiłku oraz temperatury powyżej 35 stopni Mark Sandman stracił przytomność i upadł na scenę. Nie udało się go odratować. Narkotyków nie używał.
Szkoda chłopa. Tak „cool” brzmienie często się nie zdarza. Dlatego posłuchajcie tego albumu w całości, jeśli możecie. Oprócz prezentowanej nuty, spośród tej doskonałości wyłowić na więcej słysznięć warto The Night, Top Floor, Bottom Buzzer, A Good Woman Is Hard to Find, oraz I’m Yours, You’re Mine.
Jeżeli za parę dni mi nikt nie zgłosi, że go chwyciło i zainteresował się Morphine głebiej, będę mocno rozczarowany.
P.S. Dla leniwych, żeby nie było, linkuję do wymienionych kawałków.

BAND: Morphine
SONG: So Many Ways
ALBUM: The Night
YEAR: 1999/2000

Wolf Parade to dla mnie marka właściwie nieznana. Zacząłem się orientować, że jest coś takiego, wyłącznie ze względu na to, że mi koleżanka kazała. Nie mój typ muzyki w sumie, ale przyznać muszę, że jak się wsłuchałem, to z przyjemnością. Jak przystało na indie rocka, jest trochę smętów, ale też sporo naprawdę chwytliwych riffów i melodii. Keyboardy i elektronika też robią dobrą robotę. Z niesmęcących, wartych posłuchania kawałków to oprócz prezentowanego polecam np. We Built Another World, Shine a Light, albo It’s a Curse. Ale warto na wszystkim ucho zawiesić.
A tak w ogóle, to witamy czytających na nowej postaci bloga. Samo się przerzuciło, nikt nas nie pytał o zdanie. Uczucia są mieszane, ale  korzyść z tego taka, że teraz mam swoją własną tożsamość, a z łaski admina zostałem oficjalnym redaktorem (może nawet Redaktorem) bloga. Koniec z Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Wolf Parade
SONG: This Heart’s on Fire
ALBUM: Apologies to the Queen Mary
YEAR: 2005




Terrible Disease to w swojej kolekcji bankowo nie macie! Uruchomili się chyba gdzieś w 2010, działają w Stargardzie Szczecińskim, a znam ich stąd, że kolega ze studiów (tych dziwniejszych) łoi na gitarze i wyje w mikrofon też. Z wielką przyjemnością dowiedziałem się, że jest pierwszy produkt, a z jeszcze większą otrzymałem pliki i dokonałem odsłuchu. W sklepie tego nie kupicie, ale zapraszam do słuchania na profilu na soundcloudzie, a potem na profil facebookowy (
http://www.facebook.com/terribledisease
), gdzie są instrukcje jak przedsięwzięcie można wesprzeć finansowo na wypadek spodobania się, tudzież otrzymać fizyczną kopię albumu. Album na fejsbuku reklamuje kot, czyli że warto kupić. Wybaczcie Państwo niewymiarową grafikę – nie było nigdzie pliku kwadratowego, a taka właśnie przełamana piguła jest na okładce. Nie jestem aż tak pracowity, żeby znaleziony plik osobiście przerabiać na kwadrad. Przeżyjecie.

Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Terrible Disease
SONG: Wakawaka
ALBUM: Terrible Disease

YEAR: 2011


  • RSS