bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2012

Russian Red, a właściwie Lourdes Hernandez to hiszpańska piosenkarka znana szerzej niestety prawie wyłącznie w jej rodzimym kraju. Jej pseudonim pochodzi od nazwy koloru szminki, krwistoczerwonej, którą zwykła się malować.
I Love Your Glasses to debiutancki album Hernandez. Z reguły jest tak, że te pierwsze wydania są gorsze niż późniejsze. W tym przypadku, moim skromnym zdaniem, jest zupełnie odwrotnie. Tak jakby kolejne płyty straciły na świeżości. Ta lepsza jakość wykonania, czy tam aranżacja kawałków wcale nie wychodzi na dobre. Muzyka robi się nudna, oklepana i jak cała reszta. 
Dzisiejszy krążek utrzymany jest w bardzo spokojnej tonacji. Główną rolę gra gitara i oczywiście niezwykle dźwięczny głos piosenkarki, co świetnie słychać w Cigarettes
Wybór od elanor. 


BAND: Russian Red
SONG: Cigarettes
ALBUM: I Love Your Glasses
YEAR: 2008

Jeśli komuś naszłaby ochota, żeby znaleźć parę informacji w internecie o Chouchou po chwili może być równie zdziwiony jak ja. Pomimo w miarę dużej ilości wyświetleń ich piosenek o nich samych jest przerazająco mało informacji. Chyba, że przydatną może się wydać wiadomość o  ’ucieleśnienianiu magicznych wizji w muzyce’. Cóż, dla mnie nie bardzo. Okazało się, iż zespół istnieje jedynie wirtualnie, a co jeszcze lepsze ( w sumie śmieszniejsze) to powstał w portalu społecznościowym jednym z tych, w których wybieramy sobie avatara, chodzimy po fikcyjnym świecie i zarabiamy fikcyjne pieniądze [sic!]). O artystach wiemy tyle ile mówią ich nicki z tego ich portalu oraz to, że pochodzą z Tokio. 
Jeśli chodzi o płytkę to nie ma w niej w sumie nic odkrywczego. Chyba, żeby brać pod uwagę piosenkę coma, która jest napisana w nieistniejącym (wirtualnym oczywiście) języku. Odsuwając jednak trochę na bok złośliwości muszę powiedzieć, że brak oryginalności nie ma nic do rzeczy i ich utworów słucha się bardzo przyjemnie. W tym duecie nagrali już prawie 10 krążków i wszystkie są na równie dobrym poziomie. 
Wybór od elanor.


BAND: Chouchou
SONG: Sign 0
ALBUM: Narcolepsy
YEAR: 2009

Żeby ktoś mógł na chwilę zapomnieć o wszystkim pojawiła się
w moim domu płyta Elizabeth Woolridge Grant. Nie za bardzo mogłam powiedzieć czy mama mogła dokonać lepszego wyboru. Jedno
wiedziałam, te piosenki Lany Del Ray, które są grane w radiu z pewnością
są miłe dla ucha. Teraz sprawdzam co z resztą.

 Zaczynam od początku. Utwór Born
to Die
otwierający a zarazem nadający tytuł płycie idealnie komponuje mi
się z deszczową lipcową sobotą. Zaczyna się pięknie, jak film. Później jest
romantycznie, wzniośle, smutno, za serce trochę łapie. No taka spokojna
piosenka raczej do zapomnienia o brzydkiej pogodzie niż do pogłębienia w
rozpaczy na myśl o deszczowej niedzieli. Off to the Races ma momentami
takie tempo i energię, że przypomina mi to 
Britney Spears z płyty Circus. Zgorszonych tym
skojarzeniem spieszę przeprosić. Przepraszam zgorszonych. Piosenka, która w
internecie zaczyna się od modlitwy a dopiero później się ubieramy w dżinsy i
koszulkę jest taką pierwszą melodią, z którą kojarzymy artystkę z Nowego Yorku.
Blue Jeans jest tuż obok pierwszego singla wokalistki z 2011 roku -Video
Games.

Mam wersję bez bonusów czyli aż
tylko 12 utworów i mogę powiedzieć, że to był dobry wybór. Można się zwinąć w
coś miękkiego z myślą o spokojnym ukojeniu i owszem uda się słuchając np. Radio i Carmen. Ale można się też pozytywnie
ożywić i nabrać ochoty na wyjście spod koca.

Jestem raczej w temacie jak Summertime Sandess ale do polecenia
przykład piosenki o działaniu odrobinę ożywiającym – Diet Mountain Dew, gdzie można sobie podśpiewywać o NY CIty :}

z przyjemnością przesłuchała panipilarz

BAND: Lana Del Ray
SONG: Diet Muntain Dew
ALBUM: Born To Die
YEAR:  2012


 

Na dzisiaj troszeczkę inny i może nieco starszy kawałek niż zwykle. Annie’s Song jest drugim większym przebojem w karierze amerykańskiego wykonawcy country. W 1974, w USA piosenka opanowała wiekszość pierwszych miejsc na listach przebojów i utrzymała się na tej pozycji ponad dwa tygodnie. Co ciekawe Denver stworzył ją w czasie 10 minut będąc na nartach w Aspen. 
Wybór od elanor.


BAND: John Denver
SONG: Annie’s Song
ALBUM: Back Home Again
YEAR:  1974


Bardzo nie potrafię sobie przypomnieć z jakiej okazji
wzięłam pod lupę zespół Kasabian.  Zazwyczaj
playlistę z  top tracks na portalu, gdzie
furorę zrobił Charlie gryzący swojego brata w palec, włączam przygotowując się
do koncertów ale nie tym razem.  3 płyty
goszczą na moim dysku o wdzięcznej nazwie „D” jak dyfuzja. Obok
najmłodszego krążka nazwanego po prostu Kasabian
jest ten z 2009 roku (o za długiej nazwie) – West Ryder Pauper Lunatic Asylum
oraz mój ulubiony Empire, o którym
będzie dzisiaj po bardzo za długiej przerwie. Utworów jest 13 tak jak za dwie
godziny jest miły dzień, bo piątek 13. Numer jeden to Club Foot (singiel promujący płytę), który miłośnikom rocka na
pewno sprawi radoszkę a i mnie lubującej się w głosie wokalisty przyjemność
sprawia zapętlenie tego kawałka. Jak sobie teraz przesłuchuję płytę to
przypomina mi się, że w sumie każdą piosenkę lubię za niecodzienny klimat.
Gdzieś ktoś szufladkuje tą brytyjską grupę jako rock alternatywny, indie rock i
jakby były jeszcze inne rockowe rasy to też by pasowało.

Tak się zakręciłam tą 13 że dopiero teraz  się zorientowałam, że powyższe relacje z
odsłuchań dotycząc krążka najmłodszego w dorobku Anglików a przecież miało być
o Empire. Ale skoro się już pomyliłam to skorzystam z okazji i powiem, że nie
można nie przesłuchać 13. utworu U Boat.
No to jeszcze raz od nowa.  Mocno z
przytupem wchodzimy z tytułowym utworem. Zaczyna się dobrze. Potem strzelanka
na całego Shoot The Runner podkręca
tempo. Jest już tylko lepiej Me Plus One
czy Seek And Destroy to piosenki,
które warto przesłuchać. Krążek zamyka Doberman,
to tak jakby pies odprowadzał cię do furtki niczym żegnanego gościa, ale
szczekania i hałasów nie ma.

Jak już taka rozrzutna jestem, że pisząc o jednej płycie
opisuję drugą to zaszaleję zupełnie i na wypadek gdyby ktoś poczuł miętę do
Kasabian to niech koniecznie sprawdzić jaką miłością zapałał a może zapłonął
przesłuchując utwór Fire z krążka o
za długiej nazwie.

Na głównej miało być Shoot
The Runner
ale z powodów osobistych i tej 13. polecę U Boat, bo mało kto do tego utworu sięga.

z przyjemnością przesłuchała panipilarz

BAND:
Kasabian
SONG: U Boat
ALBUM: Kasabian
YEAR: 2004

http://www.youtube.com/watch?v=vmGFeyQSdsY

 


Dzisiejszy krążek to już 6 LP w karierze Blink-182. Dla niektórych jego pojawienie jeszcze parę miesięcy temu (może ponad rok) graniczyło z cudem. Chłopaki po rozpadzie zespołu w 2004 roku zaprzeczali jakimkolwiek doniesieniom o ponownym wspólnym powrocie na scenę. Ale jednak, stało się. Cała trójka w końcu doszła do porozumienia. Co dziwne, osobą najbardziej zabiegającą o zgodę był DeLonge, który sam cały konflikt rozpoczął bez podawania przyczyny.

Jeśli chodzi o nowy krążek to skałmałabym mówiąc, iż odpalając pierwszy raz singla nie liczyłam na Blinka w starym wydaniu. Jednak przesłuchując płytę kolejny raz doszłam do wniosku, że ten ‚nowy’ styl całkiem im pasuje. W każdej prawie piosence słuchać kawałki ich pobocznych projektów (AVADeLonge, +44Barker i Hoppus) i chyba nie mam nic przeciwko. Piosenki nadal są żywe i mają w sobie to coś co miał zawsze Blink.

Wybór od elanor.

BAND: Blink-182
SONG: Wishing Well
ALBUM: Neighborhoods
YEAR: 2011
www.youtube.com/watch?v=Yc_w_uIdLVU

Jeden z „tych zespołów”, legendy rocka. Chłopaki z Londynu, którzy dziś prezentowanym hitem zdrowo namieszali. W pewnym sensie faktycznie stworzyli hymn swojego pokolenia, a starch poprosili, żeby się grzecznie „ffffff….ade away”. Ale tak szczerze mówiąc, to nie jestem wielkim fanem ich twórczości – raczej mnie nudzą. A na dzisiejszym albumie z niezłych rzeczy to jeszcze I don’t Mind (może dlatego, że Jamesa Browna, a nie ich), Please, Please, Please (ta sama sytuacja). No sami widzicie: z piosenek The Who najbardziej lubię te, które nie są The Who. Ode mnie szacun właściwie tylko za nieśmiertelny przebój.
Selekcja gościnna by Goose


BAND: The Who
SONG: My Generation
ALBUM: My Generation

YEAR: 1965

Jeśli ktoś po nowej płycie spodziewał się fajerwerków lub też powiewu świeżości, niestety może poczuć się zawiedziony. Jeśli znowóż chciał posłuchać starego, dobrego Beirutu to jest to strzał w dziesiątkę. Muzycznie płytka jest na poziomie raczej średnim w porównaniu z poprzednimi dokonaniami Codona. Jak to ładnie napisał jeden z krytyków: It’s less flashy than previous efforts, but the thrill here is of witnessing a songwriter’s talent maturing. 
I tak jeśli chodzi o teksty to w większości pisane są przez Zacha w pierwszej osobie i są bardziej osobiste niż dotychczas. Jak to ładnie skomentawał w przypadku piosenki Santa Fe:  The vagabond thing – that was a teenage fantasy that I lived out in a big way. Music, to me, was escapism. And now I’m doing everything that is the opposite in my life. I’m married. I’ve got a house. I’ve got a dog. So it felt ridiculous, the narrative of what my career was supposed to be, compared to what I was actually trying to attempt in my life. 
Wybór od elanor.


BAND: Beirut
SONG: Vagabond
ALBUM: The Rip Tide
YEAR: 2011

Na temat tego pana właściwie to w kontekście muzycznym nie ma za bardzo co pisać. Z zawodu zajmuje się reżyserią i pisaniem tekstów m.in. dla Lany Del Ray, Katy Perry itp. Tak właściwie to nazywa się Yoann Lemoine, a Woodkid to pierwsza w życiu EPka. Ani tu się odnieść do poprzedniego projektu, ani porównać. Co lepsze, gdyby nie trailer do Assassin’s Creed: Revelations mało kto zwróciłby na niego uwagę.
Co do płyty to w całości wg mnie jest na świetnym poziomie a sam Lemoine jest geniuszem. Ciekawy wokal i barwa, różnorodność, nie wszystkie piosenki na jedno kopyto, no i to co lubię najbardziej czyli cała kupa instrumentów.
Wybór od elanor.
BAND: Woodkid
SONG: Run Boy Run
ALBUM: Iron
YEAR: 2011

  • RSS