bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2012


Dziś czas na muzyczną legendę, choć nie będę udawał, że zdołałem się z nią dobrze zapoznać. Johnny Winter to facet, który łoi bluesa już od 1959 roku, czyli ładną chwilę. To jedno z tych nazwisk, które się zna, nawet jeśli się nie słuchało. Tak było właśnie w tym wypadku, do momentu zasłuchania nowego albumu p.t. Roots. I właściwie na tym prawie koniec recenzji. Album bez żadnych zaskoczeń: cały krążek klasycznego bluesa w najlepszym wydaniu. Jedna z tych płyt, których o rewolucyjność oskarżyć nie można, ale bynajmniej nie przeszkadza to w słuchaniu ich w kółko. A nóżka sama chodzi. Tylko było trochę słabo z wyborem klipów do prezentacji, bo to jednak bądź co bądź pewna nisza. Jak zwykle polecam słuchanie albumu w całości.

Selekcja gościnna by Goose.


BAND: Johnny Winter
SONG: Dust My Broom
ALBUM: Roots

YEAR: 2011

http://www.youtube.com/watch?v=vR5_mgZIeeI


Z zespołem Death jest ciekawa sprawa. Gdyby cofnąć się do samego początku, trzeba by stwierdzić, że zrodził się w Detroit dzięki znalezionej w śmieciach gitarze elektrycznej. Kiedy już jeden z trzech braci Hackney opanował instrument, zaczęło się granie. Najpierw R&B pod inną nazwą, „jak przystało na Afroamerykanów, po czym rock, pod wpływem koncetru Alice Coopera. Następnie przyszła zmiana nazwy na Death i nagrywanie. Zespół był nietypowy o tyle, że ciemnoskórzy muzycy nieczęsto tak grywali. Wyróżniał się również niesamowitą energią, słyszalną do tej pory. Panowie trafili w końcu do studia Columbia Records i zaczęli nagrywanie. W międzyczasie studio uporczywie próbowało wymusić na nich zmianę nazwy – Death brzmiało w tamtych latach bardzo kontrowersyjnie. Muzycy postawili się, więcu studio im podziękowało. Ukręcili taki wspaniały projekt muzyczny, bo im nazwa nie pasowała. Żal. Panowie zdążyli nagrać siedem utworów, które w 1975 wydali własnym sumptem w nakładzie pięciuset krążków. W 1977 grupa się rozwiązała.

Album …for the Whole World to See to właśnie te oryginalne siedem utworów, wydane po latach, w 2009 roku, jak wyrzut sumienia dla Columbii. Krążek jest rewelacyjny, bez słabego utworu. Gdyby nie studio, Death byliby pewnie wielcy. Ta świadomość kłuje podczas słuchania jak drzazga w opuszku palca. Ale może to lepiej? Wystartowali jako prekursorzy, ale może szybko by się zgrali. A tak, jest przynajmniej dobra historia – kolejna legenda w rozwoju muzyki rockowej. Grupa podobno się zreaktywowała (minus jeden, martwy członek), ale wiecie, jak to jest z tymi reaktywacjami… Albumu słuchać w całości.

Selekcja gościnna by Goose.



BAND: Death
SONG: Keep on Knockin’
ALBUM: …for the Whole World to See

YEAR: 1973/2009


Hilltop Hoods. Hip-hop. Australia, Adelaida. I już
wszystko wiemy, dzisiaj będzie o ekipie w składzie Matt Lambert, Daniel Smith i
Barry Francis. 
Ja tak mam, że
muzyka, której słucham ma swoje historie. Jest taki portal w internecie, gdzie
można się uśmiechnąć oglądając codzienne zjawiska w niecodziennym ujęciu. Filmik
z wiewiórką sam w sobie był bardzo ujmujący ale i muzyczka do akrobacji rudej
była warta bliższego sprawdzenia. Tak poznałam tercet Hilltop Hoods. Najpierw było dwóch kolegów z ogólniaka z pomysłem na
robienie muzyki. Poznali DJ Next’a, który
podkładał skrecze. Współpraca nie trwała długo. Nowym DJ-em została postać z
grupy Crossbred Mongrels i tak Debris  (Bary F.) został na stałe z Suffym ( Matt L.) i Pressurem( Danil S.)

W 2003 chłopaki wydają
pierwszą płytę The Calling. W
Australii platynka. A dla mnie hip-hop wyjątkowy, bo akcent kolegów kangurów
robi swoje. Ale nie tylko dlatego lubię posłuchać Hilltopów popołudniu. Za
muzykę i za innowację i za to, że 17 kawałków na dobrym poziomie, za to biję im brawo. Taka odsłona hip-hopu mi
pasuje. A z albumu najbardziej do przesłuchania Testimonial Year, Dumb Enough?, Illusionary Lines.

Propozycja na dzisiaj będzie sentymentalna. „Soundtrack” z filmiku z
wiewiórką The Nosebleeds Section.

z przyjemnością przesłuchała panipilarz

BAND: Hilltop Hoods
SONG: The Nosebleeds Seciton
ALBUM: The Calling
YEAR: 2003




  • RSS