bns blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2011

Drugi album studyjny zespołu Moonspell to właśnie Irreligious. Wydany został on w roku 1996, więc już swoje lata ma, a mimo tego wciąż brzmi bardzo świeżo. Według mnie, na albumie nie ma złego utworu. Mój ulubieniec i perełka w dyskografii Moonspell’a. Z tejże płyty pochodzą cztery z najbardziej znanych utworów zespołu – Opium (bodaj pierwszy signiel w historii zespołu, nakręcono do niego również teledysk), Awake, Ruin & Misery i Full Moon Madness. Na dziś przygotowany jest ostatni z wymienionych.
Full Moon Madness to bardzo ciężki i stosunkowo wolny kawałek z nieco sentymentalnym wydźwiękiem. W kawałku najbardziej poruszająca jest chyba solówka (zresztą jedna z moich ulubionych) zaczynająca się w okolicy piątej minuty.
W roku 2007 zespół grał koncert w Krakowie w klubie Studio, na którym miałem okazję być. Utwór Full Moon Madness standardowo grany jest przez zespół na koniec koncertu. Tak było i tym razem. Genialne zakończenie świetnego koncertu. Wniosek – warto przynajmniej raz w życiu usłyszeć Moonspell’a na żywo.

Dzisiejszy wybór od mjg.

BAND: Moonspell

SONG: Full Moon Madness
ALBUM: Irreligious
YEAR: 1996


Z polecenia głównodowdzącego blogu, mam dziś przyjemność otworzyć „Moonspell Week” – pierwszy (być może nie ostatni) tego rodzaju cykl. Przez siedem kolejnych dni zaprezentujemy siedem albumów zespołu Moonspell.

W ramach wstępu coś o samym zespole. Moonspell jest zespołem metalowym. Powstał w 1992, w 1994 nagrał pierwszą EPkę, Under the Moonspell, a w 1995 pierwszy studyjny album, czyli dziś prezentowany Wolfheart. Wypuszczono go humorystycznie 1 kwietnia, ale okazało się, że wcale nie ma się z czego śmiać. EPką i albumem panowie z Moonspella pokazali, że teorię, głoszącą, że jedyny słuszny metal może pochodzić wyłącznie ze spowitej mrokiem zimy Skandynawii, można sobie wsadzić w dowolnie wybrany otwór ciała. Moonspell pochodzi bowiem ze słonecznej Portugalii.

Wolfheart jest albumem mocno gotyckim. Wilki, wampiry, markiz De Sade, czyli to, czego szukamy w warstwie lirycznej metalu, a to wszystko do bardzo chwytliwych melodii, świetnych riffów i porządnej perkusji. Do wokalu też nie można sie przyczepić, a obcy akcent na angielskim jest tylko dodatkowym smaczkiem brzmienia. Moim zdaniem Moonspell wyjątkowo umiejętnie konstruuje intra do poszczególnych kawałków – nie zaczynają się nagle, niechlujnie, jakby od siekiery, ale bardzo sprawnie wkręcają się w pierwszy, wstępny rytm, który od razu człowieka „rusza do tańca”, „na parkiet”. Kto lubi metal, wie o co chodzi. A chłopaki koncertują świetnie. Dodatkową ciekawostką albumu jest to, że oprócz klasycznych kompozycji metalowych znalazło się również miejsce na kilka utworów zawierających folkowe, „średniowieczne” melodie.

Ponieważ to również moim zdaniem jest jeden z albumów bezbłędnych, nieposiadających słabych utworów, miałem problem co wybrać. Zdecydowałem się na utwór trzeci, … of Dream and Drama (Midnight Ride), który świetnie ilustruje to, co napisałem o intrach: sam początek jest niepokojąco-intrygujący, a w okolicach 0:40 następuje to „ruszające” uderzenie. Nie będę wymieniał „innych dobrych utworów”, bo wymieniłbym wszystkie. Zaznaczę jeszcze, że warto zwrócić uwagę na folkowe Lua d’Inverno, Trebaruna i Ataegina (bonus track do digipacku – to ta druga z dwóch okładek).

Warto wspomnieć jeszcze o dwóch rzeczach. Album w 2007 roku został wydany ponownie (bardzo ładnie zresztą) i w tej edycji posiada drugą płytę, live, też fajną do posłuchania – choćby po to, żeby tu i ówdzie usłyszeć zabawne wpadki. Oprócz tego wikipedia podaje, że oryginalna okładka znajdzie się na Portugalskim znaczku pocztowym, w ramach specjalnej serii dokumentującej największe osiągnięcia tamtejszego rocka. Czemu u nas takich fajnych nie ma?

Ostatnia uwaga – niejaki Jarosław, mój osobisty przyjaciel i bardzo porządny metal, ogłosił kiedyś, że jak już będzie po wszystkim i będziemy go już zakopywać, to on bardzo by prosił do melodii innego świetnego kawałka z tego albumu, Alma Mater. Niniejszym potwierdzam, że pamiętam i pozdrawiam, żeby za szybko do tego nie doszło.

Selekcja gościnna by Goose

BAND: Moonspell

SONG: Wolfheart
ALBUM: … of Dream and Drama (Midnight Ride)
YEAR: 1995



Każdy raczej kojarzy nazwę zespołu KoRn. Nie każdy jednak wie o tym, że zespół po wydaniu składanki Greatest Hits, Vol.1 w roku 2004 zaczął powoli zmierzać w złym kierunku. W roku 2005 z zespołu odszedł gitarzysta, Brian „Head” Welch, który „…chosen the Lord Jesus Christ as his savior, and will be dedicating his musical pursuits to that end.” Stwierdzając, iż KoRn swoją muzyką i tekstami jest bardzo negatywny, postanowił naprawić zło, które czynił komponując pozytywną muzykę rockową. Nawiązują do tematyki religijnej w swoich piosenkach, udało mu się skomponować na tyle utworów, by nagrać płytę o tytule Save Me from Myself. Na krążku znajduje się trochę w miarę ciekawych kompozycji, np. Adonai, Flush (singiel z płyty z ponoć kontrowersyjnym teledyskiem) i Loyalty, ale traktując płytę ogólnie – wszystkie utwory trzymają mniej-więcej ten sam poziom. Nie ma hitów, ale też najgorzej nie jest. Oczywiście, na płycie słychać KoRn’a i typowo nu-metalowe brzmienia, lecz niestety brakuje takich przebojów jakie znamy z pierwszych płyt tegoż zespołu.

Dzisiejszy wybór od mjg.



BAND: Brian Head Welch
SONG: Adonai
ALBUM: Save Me from Myself
YEAR: 2008



Koniec lat 80tych i początek lat 90tych to przedewszystkim Nirvana, Pearl Jam oraz Alice in Chains. Ale do tych trzech wielkich zespołów należy dodać jeszcze jeden – Blind Melon. Po chwili przemyśleń, można jednak dojść do wniosku, iż do zestawu nie pasuje Pearl Jam, bowiem 3 pozostałe zespoły łączy jedna tragiczna rzecz – pierwszy samobójstwo popełnił wokalista Nirvana’y (5 kwietnia 1994 roku). Wokalista Alice in ChainsLayne Staley został znaleziony martwy 19 kwietnia 2002 roku (co ciekawe – wedle raportu koronera, Staley najprawdopodobniej zmarł 5 kwietnia, czyli dokładnie 8 lat po śmierci Cobain’a). Wracając jednak do Blind Melon - Shannon Hoon w momencie zgonu był o rok starszy od Cobain’a. W wieku 28 lat, 21 października 1995 roku, zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków.
Całą trójkę wokalistów cechował genialny wokal, stąd słuchanie debiutanckiej płyty Blind Melon (wydanej w roku 1992) jest genialnym doświadczeniem muzycznym. Olbrzymia dawka genialnego funk rock’a z genialną gitarą Rogers Stevens’a. Na płycie moim faworytem są Deserted i No Rain (hitowy singiel zespołu).
P.S.: Jeśli ktoś zainteresował się teledyskiem do No Rain, to TUTAJ więcej informacji o dziewczynce-pszczółce.
Dzisiejszy wybór od mjg.
BAND: Blind Melon
SONG: Deserted
ALBUM: Blind Melon
YEAR: 1992




Dziś czas na Wielką Brytanię. Cradle of Filthjest zespołem bardzo znanym, a jego koszulkę musi obowiązkowo posiadać każdy porządny metal-licealista. Oscylują sobie mniej więcej między black, death i gothic metalem. Album Dusk… and Her Embrace wydali w 1996, jako drugi album studyjny. Jest na nim karpacko, wampirycznie, szatańsko, gotycko i pogańsko. Ogólnie album jest taki, jaki album Cradle of Filth być powinien. Rezygnuje z klasycznej konstrukcji „zwrotka-refern-zwrotka”, zawiera częste zmiany tempa i riffów, wokal Daniego Filtha przeskakujący z wysokiego skrzypienia do niskiego ryku, kobiece i deklamowane wstawki wokalne, a gdzie-niegdzie pacześną orkiestrę prosto z wysokiej klasy syntezatora. Album w całości trzyma równy poziom, więc właściwie obojętne jest, który utwór będzie prezentowany. Padło na Funeral in Carpathia. Podobnie jak w przypadku prezentowanego przeze mnie wczesniej Frontside’a, najzdrowiej jest podczas słuchania uruchomić tryb „przymrużania oka”, konkretnie podkręcić głośność (może lepiej na słuchawkach – szkoda ludzi) i delektować się pięknym głosem Daniego i pieruńskimi riffami i perkusją. Tu również prezentacja niestety wiele traci na atrakcyjności ze względu na ograniczenia dźwiękowe youtube’a.


Życzymy głośnego słuchania.

Selekcja gościnna by Goose


BAND: Cradle of Filth
SONG: Funeral in Carpathia
ALBUM: Dusk… and Her Embrace
YEAR: 1996



Post-/indie-rockowy amerykański zespół Shipping News (orbitujący w okolicach Chicago) w 2005 roku nagrał piąty album, pod tytułem Flies the Fields. Na dziś pierwszy utwór z tego albumu: Axons and Dendrites (choć na płycie nie ma kawałka, którego nie byłoby warto zaprezentować – słabych po prostu brak). Krążek jest świetny, raczej spokojny, choć potrafi się rozbujać, bardzo instrumentalny i przede wszystkim niesłychanie klimatyczny. Niefajne, ograne słowo, ale tak jest. Czyli utwory są do siebie dość podobne melodycznie i nastrojowo, co u słuchającego wywołuje bardzo jednolite, spójne i ciekawe emocje.

Jak już wspomniałem, cały album jest świetny, ale na szczególną uwagę zasługują (oprócz prezentowanego) utwory Louven, (Morays Or) Demon, Sheets and Cylinders, Untitled with Drums i Paper Lanterns (Zero Return). Czyli wszystkie oprócz dwóch… W ostatnim zwłaszcza szczególnie fajnie wypada miejscami mocno „kosmaty” przester.

Oprócz tego podoba mi się minimalistyczna okładka.

Selekcja gościnna by Goose

BAND:
Shipping News
SONG: Axons and Dendrites
ALBUM: Flies the Fields
YEAR: 2005


Paolo Nutini to młody (rocznik 1987) szkocki piosenkarz, który swój debiutowy album wydał w roku 2006. Tytuł tego krążka to These Streets. Tak młodą karierę zawdzięcza swojemu dość niezwykłemu wokalowi. Jego piosenki są bardzo lekkie i zwyke stosunkowo miłe dla ucha (taka trochę muzyka dla nastolatek). Na debiutowym krążku znajduje się trochę dość dobrych utworów – po pierwsze, dzisiejszy Rewind (trzeci singiel płyty), a zaraz za nim kawałki Last Request, Autumn i Alloway Grove (z bardzo sympatycznym i nieco ambient’owym zakończeniem).

Dzisiejszy wybór od mjg.
BAND: Paolo Nutini
SONG: Rewind
ALBUM: These Streets
YEAR: 2006

Czwarty singiel z płyty Echoes, Silence, Patience & Grace zespołu Foo Fighters, to właśnie Let It Die. Podczas wywiadu z zespołem w kanadyjskiej telewizji, wspomniano o znaczeniu utworu – okazało się, iż jest on na temat konfliktów personalnych między ludźmi, prowadzących w konsekwencji do rozejścia się, a tak naprawdę nie mających żadnego sensu. Dalsze przypuszczenia prowadzą do związku Courtney Love i Kurt’a Cobain’a - w wywiadzie w 2007 roku, Dave Grohl niejako przyznał rację stwierdzeniu, iż piosenka nawiązuje do nich.
Co do samej płyty – warto się z nią bliżej zapoznać! Kawał dobrego rock’a. Na szczególne wyróżnienie zasługują utwory Home (bardzo spokojny utwór kończący płytę), The Pretender (skoczny radiowy hit) i Come Alive. Osobiście nie jestem zbyt wielkim fanem Long Road to Ruin, But, Honestly i Erase/Replace, ale są to również w miarę dobre kawałki.
Dzisiejszy wybór od mjg.
BAND: Foo Fighters
SONG: Let It Die
ALBUM: Echoes, Silence, Patience & Grace
YEAR: 2007

Dzisiejsza propozycja pochodzi z dobrej (moim zdaniem) płyty, która raczej by się tu nie znalazła, gdyby nie moje występy gościnne, a konkretnie Na krzywy ryj zespołu Elektryczne Gitary. Jest to utwór pod tytułem Goń swego pawia, pełen stoickiego optymizmu widocznego już w pierwszych słowach „Jeśli czasy są dobre, to wódka jest zdrowa”. Całkiem dobre motto. Pewien mój dobry kolega dokonał kiedyś pijacko-alkoholowej interpretacji tytułu, a potem całości piosenki – zalecam wszystkim to samo. Kim są Elektryczne Gitary i Kuba Sienkiewicz w zasadzie tłumaczyć nie muszę, bo w Polsce nawet jak ktoś za nimi nie przepada, to ładne kilka piosenek zna. W tym kilka „szlagierów” z tego krążka – dlatego też prezentuję coś mniej znanego.

Jest to opinia nieco kontrowersyjna, ale moim zdaniem Na krzywy ryj to bardzo dobry album, z autentycznie (choć specyficznie) humorystycznymi tekstami (Co ty tutaj robisz, Na krzywy ryj, Ona jest pedałem), podanymi w stylu muzycznym na tyle charakterystycznym dla Elektrycznych Gitar, że chyba nie sposób go z niczym innym pomylić.

Uwaga osobista: omawiany album ma dla mnie również znaczenie sentymentalne, ponieważ jest jedną z pierwszych płyt, jakie kiedykolwiek kupiłem.

Selekcja gościnna by Goose
BAND: Elektryczne Gitary
SONG: Goń swego pawia
ALBUM: Na krzywy ryj
YEAR: 1997

Dziś prezentujemy czwarty utwór z płyty Game Theory grupy The Roots, tzn. Don’t Feel Right. Jak zwykle u Rootsów fajnie ustawiona perkusja z fajnymi bitami (ukłony dla bezbłędnego ?uestlove’a) i chwytliwy refren. Jest o tym, że tak ogólnie to na świecie jest ciężko. Wszystkie powyższe stwierdzenia („jest ciężko”, fajna perkusja, chwytliwe kawałki) odnoszą się również do reszty albumu.
Płyta Game Theory jest siódmym studyjnym albumem The Roots. Już bez żartów: album – jak przystało na zaangażowany hip-hop – porusza dość poważne polityczno-społeczne problemy, odnosząc się często do Filadelfii, rodzimej dla Rootsów (Philadelphia, Illadelph).
Na Game Theory można znaleźć sporo dobrego. Oprócz Don’t Feel Right warto zwrócić uwagę również na Game Theory, In the Music, nieco sympatyczniejsze i lżejsze Baby i Long Time, czy Here I Come. Moim zdaniem można kierować się uproszczoną regułą, że im więcej perkusji w danym kawałku, tym będzie fajniejszy. No i dobra okładka.

Bonus: dość dobry teledysk Don’t Feel Right trilogy, złożony z fragmentów utworów In the Music, Here I Come i Don’t Feel Right oczywiście.

Selekcja gościnna by Goose

BAND: The Roots
SONG: Don’t Feel Right
ALBUM: Game Theory
YEAR: 2006


http://www.youtube.com/watch?v=K0ihRbPtfmA


  • RSS